Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Birthday Party. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Birthday Party. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 grudnia 2010

Zdradziłem Miśka Pieczarę



To prawda, zdradziłem, mówiłem wiele złych słów na jego temat. Dokonałem w myślach abstrakcyjnej analizy jego utworów, stylu, dokonywałem pochopnych recyj całej twórczości i wysnułem wniosek na niekorzyść, a jakże tej postaci. Niechaj mi będzie wolno ukorzyć się, a wszystko to za sprawą odkopania Birthday Party, pierwszej po Boys Next Door kapeli Nicka Cave'a. Sam lucyfer chyba nakazał mi odpalić te hałasy. Energia, która olśniła mnie, chociaż wcześniej mój Beethovenowski słuch absolutny, jakoś porcję tych kwantów ominął, a tu proszę. Ukończyłem trzydziestkę i zaczynam na powrót wkręcać się w te muzykę. Łatwo obliczyć, że jak tak dalej pójdzie, to w wieku czterdziestu lat zacznę głosić wszem i wobec, że Grindermeny to największa muza ever.


A skoro już jesteśmy, pierwszy Grindermen naturalnie trafił do mnie, chociaż nie powalił. Traktowałem to jako projekt poboczny, niezobowiązujące granie, ot jam, który postanowili wydać. Podobała mi się ta surowość, nawiązanie do psychodelii, Stonesów, Doorsów, Zeppelinów a nawet Velvet Underground... podobała mi się gitarka, z tym fajnym wah-waha podpiętym pod przester. W drugiej części miałem wrażenie, że to miejscami nie Grindermen, tylko muzycy z Queens of the stone age trzymają w łapach instrumenty. Grindermen2 to cięższy materiał,ale też trochę niebezpiecznie podrasowany w studiu, co owocuje tym, że miejscami wokal Cave'a jest ledwo słyszalny. Szału nie było, ale żeby tylko takie rozczarowania wychodziły na rynek...Wróćmy do Birthday.


To jest oczywiście w dużym uproszczeniu porcja solidnego punku, nowej fali z rozmaitymi inspiracjami. W końcu jest tu nawet saxik, który lubi dżezująco zadąć. Co mnie jednak powaliło? To chyba wokal Miśka. To chyba za jego sprawą ta kapela w ogóle miała szansę zaistnieć. Słychać ten mrok w tekstach, chociaż to jeszcze nie Bad Seeds. Ogólnie jest tu wszystko co tygrysy lubią najbardziej. Od tej surowej perkusji do pasztetowo przesterowanej gitary.

Dwie płytki tej kapelki to coś co sprawiło, że odleciałem. Subiektywnie rzecz biorąc, chyba Junkyjard jest lepiej wyprodukowane, z drugiej Prayers on Fire surowe, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. No i Hee Haw. Punkowość grupy, opisana i sklasyfikowana jako post punk objawia się chyba w sposobie nagrań oraz wokalu Nicka. Tyle, że te wrzaski, to jest coś więcej, Miałem skojarzenie, nie uwierzycie, z piosenką aktorską. To się wzięło chyba stąd, że Pieczara deklamuje, recytuje, umie zaakcentować każde słowo, potrafi nadać tą swoistą ekspresję, dzięki czemu słuchacz przeżywa to intensywniej. Aż dziw bierze, że mu struny nie siadły podczas tego Urodzinowego okresu, ale, że on cokolwiek uzależniającego zażywał, to jest sprawa oczywista.

Dopiszę takie coś. Boys Next Door podobali mi się mniej. Za kilka lat, pewnie zmienię zdanie.przepraszam Cię Misiek, i tak cię kocham.


                                                                                                       Turek w Jaskini