wtorek, 11 czerwca 2013

JAN HARDY w ogólnym zarysie



…bo inaczej trudno jest cokolwiek napisać o tej publikacji. Jan Hardy jest komiksem…bezpiecznym. To punkt wyjściowy do dalszych części, niewiele tam się dzieje, postacie pojawiają się, mówią kilka kwestii, po czym wątek się urywa i rozpoczyna nowy. Jan Hardy jest tu tylko jednym z wielu bohaterów, możemy domyślać się, że supergrupa ROTA będzie musiała mieć swojego villaina i takowy się przez chwilę pojawia, no ale…

Trudno jest mi pisać o potencjale tej serii, bo to co Kuba nam zaserwował nie zapowiada komiksowo wypasionego uniwersum. No chyba, że Jakub trzyma coś w zanadrzu. Życzyłbym sobie więcej pulpy, intrygi oraz lepszego cliffhangera. Przy komiksach tego typu to oczywista oczywistość.
A z Janem Hardym jest trochę tak, że owszem, komiks ujrzał światło dzienne, ale czy to czyni go wydarzeniem? Pomijając poglądy Kijuca to Jan Hardy jak na razie niewiele wnosi. I tak jak napisałem na początku, Jan Hardy to bezpieczne komiksiątko, które można kupić lub nie, przeczytać, postawić na półce albo pożyczyć koledze. Co więcej, mam wrażenie, że Kuba nie ma dalszych części, tylko szkice. Ogólny zarys fabuły i tyle. Bo gdyby ja uruchamiał taką akcję to bym uraczył czytelnika większą ilością stronic, bardziej zagęszczoną fabułą i dopiero potem zwolniłbym tempo.
Cena za Jana jest okej, edytorsko też, ale zabrakło rozmachu, zabrakło tego CZEGOŚ. Jeżeli Kuba myśli poważnie o ciągnięciu tej serii w wersji papierowej to musi stety/niestety więcej się przyłożyć.

Tak jak w temacie, zero konkretów, zaledwie kilka kresek piórem.

poniedziałek, 27 maja 2013

KUBA - ŻOŁNIERZ NIEZŁOMNY



Chcąc nie chcąc Jakub Kijuc stał się postacią budzącą wiele kontrowersji. Niejedno wiadro pomyj wylano na jego głowę.  Mówimy oczywiście o serii Konstrukt, której temat na szczęście zdążył już nieco przycichnąć. Kuba do samego końca bronił idei.Dumnie ogłaszał przesunięcie premiery kolejnego zeszytu, uraczając wyczekujących cukierkami z rękawa.  Środowisko komiksowe mu tego nie wybaczyło, ale pozwoliło, aby sprawa wypaliła się sama. Ostatnim gwoździem do trumny była rozmowa Maćka Pałki z Bartkiem Biedrzyckim (niepotrzebna moim zdaniem) miażdżąca ideę Kuby i rzecz właściwie zdechła. 



Kuba Kijuc swoimi wypowiedziami przypominał mi Dyzia Marzyciela. Otóż to, nie twórcę, nie wizjonera, nie kreatora, a bujającego w obłokach młodziana. Próbując zarazić nas swoim entuzjazmem nie zauważył, że pogrąża się coraz bardziej. To wyglądało tak, jakby Kuba ogłaszał nowy koncept swojego uniwersum zaraz po tym gdy mu ten przyszedł do głowy. Zamiast wydrukować na próbę 1000/500 egzemplarzy, ten od razu poszedł na głęboką wodę. Zeszytowa forma, brudny papier oraz ta wytarta okładka moim zdaniem raczej odstraszały. (Czyżby Kubie nie przyszło do głowy, że w empiku wyglądało to raczej jak używka wymiętolona przez stadko dzieciaków z ochronki?) No ale w sumie wszyscy o tym wiemy, nie zamierzam tego linkować, nie ma potrzeby.


No i któregoś pięknego poranka oczom naszym pojawiła się ta piącha miażdżąca czerwoną gwiazdę, nowy profil na fejsie JAH HARDY-KOMIKS PATRIOTYCZNY i się zaczęło.
Kuba uderzył do ONRu, młodzieży wszechpolskiej czy czego tam jeszcze, każdego posta rozpoczyna od wołacza (?) CZOŁEM!!! Ale widać progres.
Po pierwsze nie ma mowy o serii kilkudziesięcio zeszytowej. Przedsprzedaż czyli najbezpieczniejsza forma publikacji  to też plus, ale są też  minusy. Target to raz, nagły wyegzaltowany zwrot ku ojczyźnie to dwa, i po trzecie- znowu mało o samym komiksie, mało promo plansz. Oby seria nie skończyła się jednym zeszycie.
Kuba przeistaczając się w patriotę przestał być wiarygodny. Niestety, w dzisiejszych czasach, kiedy cel uświęca środki, taka postawa budzi co najmniej nieufność. Czyżby była to część kampanii? Czy bez Jana Hardego  Jakub Kijuc również kochałby tak mocno nasz kraj? Kogo tak naprawdę promuje komiks patriotyczny Kuby. Medium, ojczyznę czy Kijuca. Temat żołnierzy wyklętych jest ostatnio bardzo modny, zaś rewizjonistów niestety nie brakuje. Także takich, którym zależy bardziej na gotówce niż idei, zatem pojawia się pytanie:
Czy Kuba nie mógłby po prostu narysować tego komiksu?
Oby to nie była powtórka serii Konstrukt. Nie jeden raz zastanawiałem się, czy to nie jest tak, że twórca Czarnej Materii jest uzależniony od przebywania w centrum uwagi.  A może chodzi o zwykle gadulstwo? Twórca Konstruktu lubi mówić o swojej sztuce, o tym co zrobi, o tym co zrobi jak już tamto zrobi, itd. Promowanie własnej twórczości jest OK,  ale jakoś to musi współgrać z postępem jej tworzenia. Kuba robi dokładnie na odwrót. Jedynym plus wydaje się fakt, że młodzież wszechpolska zacznie czytać komiksy (choćby tylko Jana Hardego), jednak strach pomyśleć co się stanie, kiedy to całe towarzystwo przyjedzie kiedyś na MFK;)
Kuba to postać tragiczna. Niejednoznaczna, utalentowana, ma coś z narcyza. Może nawet uważa się za męczennika komiksowego środowiska. Tak czy siak było mi przykro, że Konstrukt nie wyszedł. Całe zamieszanie wokół tazosów, gier…to był kawałek cholernie dobrej opowieści gazetowej. I to chyba jedyny plus tej historii - śledzenie dogorywającego projektu Jakuba Kijuca.
Nie będę ukrywać, zamówiłem Jana Hardego w przedsprzedaży. Mam nadzieję, że komiks się ukaże. Mam nadzieję, że będzie przynajmniej niezły, że jego ideologiczna warstwa nie przysłoni treści. Chcę nacieszyć oczy warsztatem Kijuca i wierzę, że w Janie da z siebie wszystko. Apeluję do komiksowa, aby Kijuca nie skreślali. Jest to postać, która wybrała sobie dziwny sposób autopromocji i trudno. Żyjmy z tym, komentujmy ale powtarzam, nie skreślajmy.

wtorek, 21 maja 2013

A jak działa jamniczek czyli zakurzona kieszonka kryminalna


Czarna, kartonowa okładka. Kieszonkowy format i to słynne logo w lewym, górnym rogu. Do tego mroczna grafika z fragmentem tekstu*. Wydawnictwo Czytelnik, odpowiedzialne m.in. za wydawanie czasopisma Przekrój wypuszczało w świat serię tanich książek z Jamnikiem jako logo. Ów parówkowy stwór przez wiele lat zatruwał wolny czas obywateli PRLu rasowym kryminałem z kraju i ze świata. Uściślijmy-Lubelski Czytelnik nie był jedyny. Bez problemu można wymienić inne oficyny działające „w branży” (choćby KAW, ISKRY) ale dla mnie numerem jeden na zawsze pozostanie Czytelnik.


Ilekroć jestem w  bibliotece, odruchowo wyciągam z regału książkę z charakterystyczną okładką.  Co sprawiło, że seria z Jamnikiem utrwaliła się w naszej świadomości? Złowieszcza grafika? A przecież przeciętnych tytułów tam nie brakuje. Po Allegro krążą te starocie, sprzedawane po złotówce, kupującymi są zapewne amatorzy starego, „dobrego” kryminału albo zboczeńcy zakochani w PRLu. Nasi rodacy popełniali kryminały starając się uchwycić esencję gatunku, przeszczepiając jednocześnie „peereloski realizm magiczny”. No i naprawdę się starali stworzyć  intrygę na miarę swoich kryminalnych ojców. Gdzieś tam czytałem, że istniał wtedy konkretny popyt na ten towar. Społeczeństwo masowo zaczytywało się w kryminałach, tylko szkoda, że ilość ofert Czytelnika niekoniecznie szła w parze z jakością. Wiele czarnych jamników to zwykłe chałtury. Ciekawym zabiegiem jest na przykład zestawianie w jednej serii utworów Chandlera z Barakudą Janiny Sekuły, której bliżej jest raczej do utworów Kasi Grocholi. Mamy tam fajną serię Georgesa Simeona z detektywem Maigret, mamy tytuły Jerzego Edigeya piszącego tak nierówno, że bardziej nie można. Rży w tej stajni także Chmielewska, Joe Alex, nawet Agata Christie, ale są też i takie typy, o których ani oczy ani uszy nie słyszały.
To kolejny powód mojej sympatii do tej serii. Po pierwsze, widać na przykładzie tego jak krajanie radzili sobie z tą formą. Jak ją rozumieli i które elementy próbowali na nasz grunt przemycić i po drugie, dzisiaj, kiedy polowanie na relikty PRLu jest wysoce trendy** może to właśnie dzięki Jamnikowi uda się ocalić od zapomnienia dorobek nikomu nic nie mówiących nazwisk, których twórczość onego czasu chłonęła cała Polska.  
Nawiasem mówiąc, czy logo WAB będzie tak przyciągało uwagę za te kilkadziesiąt lat?

*tak naprawdę parówkowy miał też kolorowe kryminalne grafiki, które z oczywistych względów nie rzucają się tak w oczy
**dla tych co chcą być trendi polecam te stronkę

niedziela, 12 maja 2013

Piracenie czyli teoria, praktyka i masa bla bla bla

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie dyskusja sprowokowana przez Kubę Oleksaka na Kolorowych Zeszytach. Dominowały dwie tezy. Krótko, w kilku słowach, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedzi obydwu stron. 


Zatem tak. Kultura jako zjawisko, dobro ogólne, które nie podlega definicji produktu, które jest wartością samą w sobie i stanowi istotny element rozwoju społeczeństwa. Nie ma ceny, każdy ma do niej prawo. Każdy powinien z niej korzystać, każdemu się należy.

Użytkownik podpisujący się nickiem Mistrz Zagłady zaatakował oponenta, zarzucając mu (niebezpośrednio kradzież własności intelektualnej. Mistrz zagłady posłużył się argumentami najczęściej używanymi w tego rodzaju dyskusjach. Oczywiście, chyba nikt nie ma wątpliwości, że pobieranie komiksu w formie pliku pliku musi wpływać na dochody komiksiarza autora, ale nie w tym rzecz. Broniący tej tezy uważają, że z powodu kradzieży MOGĄ upaść wydawnictwa (w Polsce), rynek się załamie, zaś nagminność tego procederu destabilizuje wpływy ze sprzedaży kosztem oczywiście twórców.
Używając górnolotnych haseł-piracenie zniszczy w Polsce komiks.

Postaram się odnieść do tych wypowiedzi.
KRW uważa, że do kultury dostęp powinien mieć każdy. Mam wrażenie, że Krzysztof zbyt szeroko rozumie pojęcie DOSTĘP. Nie wiem na ile kultura musi być obecna w życiu Kowalskiego, ale przecież muzea, księgarnie, kina  no i komiksowe sklepy…praktycznie każdy rodzaj sztuki jest dostępny.  Dla Krzysztofa DOSTĘP równy jest POSIADANIU. W przypadku malarstwa tego problemu nie ma. Obrazem się zachwycasz, niekoniecznie musisz go mieć na ścianie. Banalny przykład, ale modyfikuje nieco pojęcie DOSTĘP DO KULTURY. Jest to jak najbardziej względne pojęcie. Tutaj od siebie dołożę kwestię, że komiksiarz to kolekcjoner. Po Facebooku krąży setka zdjęć półek wypełnionych komiksami, niczym trofea i nie powiem, robią one wrażenie. Komiksiarz to też nałogowiec, które bierze udział w wyścigu, aby zgromadzić jak największa ilość albumów, ciągle mu mało i zewsząd obwieszcza, że oto potrzebna jest nowa szafka z IKEI. Wysoka cena jest tylko stymulantem, Gildia, Allegro oraz konwenty to filary, które cementują środowisko, jednocześnie zaopatrując komiksiarzy w towar. Pobieranie skanów z sieci daje wgląd w zawartość, ale nikt w dyskusji nie wspomniał, że edytorska strona komiksu bardzo często stanowi wartość samą w sobie. Jaki skan zastąpi Black Dossier Moore’a albo Lost girls, które wygląda o niebo lepiej w timofowym etui niż na twardym dysku. Po prostu czasem trzeba pogodzić się z tym faktem, że skany to tylko półśrodek.

Mistrz zagłady patrzy na to z perspektywy twórcy-ekonoma. Tworzenie dzieła-->druk-->sprzedaż-->zarobek. W sumie ten sposób rozumowania jest jak najbardziej w porządku. Szkoda tylko że wyniku tego rozumowania z dóbr kultury może korzystać tylko zamożniejsza część społeczeństwa. No bo jak i za co zwiedzić te wszystkie muzea,  filharmonie, za co kupować  setki książek, które co miesiąc ukazują się w księgarniach, no i te cholerne komiksy, które mają twarde oprawy i konkretne ceny. Mistrz Zagłady nie zwrócił uwagi na to, że w ten sposób jego twórczość (czego mu naturalnie nie życzę) może zostać zmarginalizowana. Kupujący z powodu ograniczonego funduszu będzie musiał wybierać towar i zapewne skończy się to na klasykach, pozycjach, które ABSOLUTNIE trzeba mieć. Zatem dopóki twórczość Mistrza nie osiągnie najwyższego poziomu, dopóty jego zarobek nie będzie przekraczać pewnego poziomu. Prawo rynku, wygrywa najsilniejszy.
Mistrz Zagłady nie wspomniał o jeszcze jednej oczywistości.
Tworzenie komiksów nie musi stanowić głównego źródła zarobku, raczej jest to pasja. Śledziu i jego zleceniada, Trust, Maciej Pałka i pracownia komiksu oraz cała masa komiksiarzy, którzy żyją ze zleceń, którzy krótko mówiąc jakoś sobie radzą i nie tracą czasu na wieszaniu sów na piratach. Chciałbym, żeby polski grafik zarabiał wystarczająco, aby móc po nocach tworzyć swoje arcydzieła.  Chciałbym także, żeby miał odwagę powiedzieć sobie, że skoro na jego sztukę i umiejętności nie ma popytu to niestety trzeba wybrać coś innego.

Pozwolę sobie teraz na konkluzję, zbliżoną do wypowiedzi Maćka Pałki. Mianowicie skanowanie komiksów (ale także książek, download filmów i muzyki) to syndrom-efekt uboczny naszych czasów. Nie sposób tego zatrzymać, chyba żeby unicestwić wszystkie skanery świata albo lepiej-cały internet. I w tym leży problem. Mistrz i jemu podobni szukają winnych nie tam gdzie trzeba. Posiłkując się moralnością typu : kradzież jabłka jest tym samym co kradzież plazmy” powoli tracą wiarygodność. Jeszcze niechcący uderzą w skrajny idealizm (czyżby groziła nam komiksowa Metllica?) A dlaczego nie uderzyć rządu RP? Żeby te pensje były większe, żeby była robota i wypłata? Bo to słowa rzucane na wiatr. Można w nieskończoność obwiniać pobieraczy plików, którzy w nieskończoność będą się tłumaczyć, że nie mają na te wszystkie knigi kasy. Tylko, że najczęściej dostają po mordzie ci, którzy i tak kupują komiksy, tylko nie wszystkie. Z wiadomych przyczyn.

Ponieważ niewielu wierzy, że polityka kraju Mieszka I go w najbliższej przyszłości się poprawi, życzę sobie, aby społeczeństwo wyłoniło grupę ludzi, którzy przynajmniej od strony prawnej ostatecznie rozwiążą ten problem, tak aby przynajmniej jedna ze stron była zadowolona. Skoro to ma być zbrodnia, to widocznie musi tak być i pojawią się konsekwencje. Jeżeli nie, niechaj oponenci zamilkną na wieki.
Jak powszechnie wiadomo, wszystkim dogodzić nie sposób.



EDIT: nie poruszyłem kwestii bibliotek (które nie posiadają komiksów w swoich zbiorach), nie odniosłem się do wypowiedzi Tadeusza Baranowskiego na FB, oraz możliwości pobierania plików za niewielkie pieniądze. Nie odniosłem się i już.

wtorek, 7 maja 2013

Komiksy w Krynicy oraz o rodzince pana szenka

zacznę najpierw o rodzince


Nazwijmy to zapowiedzią albo wstępnym opisem. Komiks opowiada o szalonej rodzince. Tata ma na imię Szenk, trudni się prowadzeniem tzw interesu z "chwilówkami". Mama jest bezrobotna (ale nie cierpi z tego powodu), zaś synek Mou (od Mojżesza) ma aspirację zostać pisarzem. Żeby ten cel osiagnąć wpadnie na dosyć wredny pomysł. Naturalnie będą z tego reperkusje.
Komiks zaczął powstawać na zajęciach rysowania komiksu, które mam zaszczyt prowadzić. Nie, żebym miał talent do rysowania bo go nie mam, tylko chodzi o prowadzenie historii w tej formie. Zreszta inicjatywa tych zajęć nie wyszła 100% ode mnie, zaś język komiksu dzieciaki łapią nad wyraz szybko! Mnie zaś zajebiście zainteresował/zaimponował ten dziecinny punkt prowadzenia kreski. Odkryłem, że zajebiście się rysuje w ten sposób, w międzyczasie zaczął się pojawiać w głowie scenar o gościu który żyje z "chwilówek".
Napiszę jeszcze coś takiego. Dzieciaki w wieku od 7 do 9 lat mają coś co można nazwać "nieskrępowaną wyobraźnią". Kiedy na przykład rzucam pomysł aby zrobić dajmy na to, jakiś szorciak o wojnie, te tworzą swoisty surreal typu "wielka roślina zeżarła generała, a ten się zesrał ze strachu". Roślina pojawia się zupełnie z dupy, ale im to nie przeszkadza. Ten undergroundowoinfantylny (w dobryrm tego słowa znaczeniu) sposób tworzenia scenariusza rozjebał mnie na łopatki, więc Rodzinka pana Szenka też ma takie "wstawki". Kilka plansz jest na fejsie, jak kto ma ochotę to tam są przykłady tego rysowania. Raz będzie gęsto, raz nie. Raz detale, trochę sztukaterii, trochę uproszczeń...

Powstaje to na kartce a4, potem skan, gdzieniegdzie użyłem akwarelek, ale w nieco inny sposób niż Tony Sandoval. Generalnie kolor pochodzi czysto z kompa. Komiks ma kilka krótkich  rozdziałów, które tworzą fabułę. Pierwszy zrobiony, drugi ledwo napoczęty, trzeci zrobiony, czwarty w połowie no i piąty skończony . Do tej pory plansza powstawała w jeden dzień, ale trochę zbyt wiele odstępów było i boję się, że różnice w stylistyce plansz będą zbyt widoczne, no ale tak to jest jak się zaczyna rysowanie od środka.
Wolałbym to w wersji fizycznej niz w sieci, ale przy kolorze się nie upieram. Kiedy to się ukaże tego nawet najstarsi górale nie wiedzą, ale trzeba się spodziewać nakładu symbolicznego, niskiej ceny bo to bardziej fanaberia ważkonera niż pomysł na prowadzenie wydawnictwa.






A teraz o komiksach w Krynicy

Pochwalę się

Otworzono zajebiście fajną Księgarnię Dziecięcą Drzewiec. Głównie na pólkach leżą Pictureboooki, na które uszczuplam wypłatę. Można tam także nabyć komiksy KG (Tomek Samojlik, Shaun Tan, małżeństwo Rostockich), Ongrysa (oczywiście Tadeusz Baranowski), są już Thorgale, Kajko i Kokosze, Tytusów nie ma, ale za to będzie Lonely Matador Centrali. Jest Ważka (Nikifor:) no i Asterixy. Piszę o tym, ponieważ mam przyjemność sugerować właścicielce tytuły, które absolutnie powinna mieć na składzie, mam nadzieję, że zejdą:) W każdym razie w tej nikczemnej mieścinie jest sklep, gdzie leżą na półce te cacuszka. Dzisiaj próbowałem wcisnąć nowe Fenian, będzie dobrze. Trochę głupio mi było robić fotę jako dowód rzeczowy, ale chyba się ośmielę, bo aż przyjemnie było na półki popatrzeć.


EDIT: Piję piwo, jednocześnie szlifując tekst na temat piractwa, skanowania i takich tam-chyba zaraz go tutaj wkleję.

środa, 20 marca 2013

Ostatnio i przedostatnio

...i obecnie

Jurij nie Juri:)



W skrócie, po Nikiforze pojawiła się w ofercie Ważki publikacja Sary Lippet To lecimy!!! Jurij Gagarin towarzysz i kosmonauta. Jak to zwykle bywa, musiało się coś popierd@&ić i nakład zmuszony zostałem wycofać. Nie mam ochoty rzucać mięchem, kto zawinił, ale mniejsza. Ważne, że oto już od dzisiaj można już sobie te książeczkę zamawiać. 
Jak się okazało, opóźnienie w wydaniu Gagarina osiągnęło ramę 1 miesiąca, o wiele za długo. Prawdopodobnie wydanie Give it up, Petera Kupera także się opóźni. 
W 2012 pojawiło się komiksów ważkowych odrobinę za dużo. W tym będzie tego zdecydowanie mniej. Jedno z postanowień noworocznych to wstrzemięźliwość. 
Nie chcę szaleć z ceną okładkową ani więcej kiksów z pikselami, no i zauważyłem, że skoro Śledziu "odrobinę" zwleka z NSS 3, to i ja mogę. W każdym razie plany na ten rok są takie.

PLANY

-KAFKA. GIVE IT UP! Wybrane opowiadania ilustrowane przez Petera Kupera (tytuł mega dosłownie roboczy)
Mam już tłumaczenie tego, ale coś mi tam zgrzyta. No i będę miał problemy z liternictwem, więc się pewnie ten Kuper nieco opóźni. Chciałbym, żeby cenowo nie przekroczyło to 30 zeta.




-Pushwagner Soft City-czeka w kolejce. Na MFK pewnie to wystawię. Marzy mi się taki wykurwisty format, coś jak Lost Girls (etui to chyba przesada). Ciekawe co z tego wyjdzie. 

-Small killing wiadomo czyje-droga impreza, wydanie tego na Łódź zależy w dużej mierze od hojności (czyt.ilości) kupujących. Mówiąc prościej, zrzuty jak  na KSIONZA nie planuję, ale im więcej ważkowych booków zejdzie, tym szanse rosną. Na razie SK, musi poczekać.

Do tego dochodzi jeszcze KSIONZ 2, Zamach na prezydenta 2, Sławka Lewandowskiego, kolejny komiks Otoczaka (rok bez publikacji tego człowieka to dla mnie rok stracony), nowy komiks Sary, jeszcze coś i może jeszcze coś. Na pewno wszystkiego w 2013 stym nie wypuszczę. Może i lepiej.


[dopisane po chwili]
powoli sobie wymyślam nową blogostronę dla ważki, mam zeszycik z koncepcjami jakby tu wyglądać na wydawcę niezależnego no i kusi mnie, żeby jakoś posklejać, oczyścić i obrobić to co dzieciaki z mojego kółka robią. Komiksowo może nie padnie przed tym na kolana, ale ichni rodzice owszem.

[dopisane o drugiej chwili]
zabieram się za książkę o komiksiarzach. Będzie to beletrystyka. Jest już koncept, pierwszy rozdział, drugi prawie, prawie. Cenieni przez mnie rodzimi komiksiarze posłużyli za inspirację. Nawiasy też wydam. Nie ma tam nic do poprawiania, wypuścił bym to wcześniej, ale jakoś wstyd mi było. 

[no i]
trochę głupio jest mi pisać z perspektywy wydawcy, do dupy jest ta trzecia osoba (planujemy, zrobimy, nasze publikacje, itd.) ale nie ukrywam, chciałbym wręcz życzyłbym sobie kogoś jeszcze na pokładzie, bo wydawanie zajmuje oj zajmuje czas i energię.



niedziela, 28 października 2012

SKANDALISTKA OLGA







No. Ciemna strona księżyca jest komiksem, który mógłby zachwycić lub przejść w środowisku bez echa. Mógłby też po prostu zebrać kilka mniej lub bardziej pozytywnych recenzji. Mógłby stać się też kolejnym produktem Centrali, a w najgorszym razie-stać się głosem w dyskusji dotyczącej macierzyństwa. Nie ma tam kontrowersyjnej treści.  Wbrew pozorom poglądy Olgi na temat aborcji nie muszą nikogo obrażać. Nie oszukujmy się, żyjemy w czasach liberalnych, wolność wypowiedzi, wszechobecny kult własnego zdania sięga miejscami  poziomu absurdu. To, że rysowniczka zaszła w ciążę, tworzy komiks o tzw. błogosławionym stanie można potraktować jako pretekst do wyrażania swojego poglądu. Dotyczy to również aborcji. Byłoby gorzej, gdyby Olga ciążę usunęła i zrobiła o tym komiks. Albo gdyby Olga notorycznie męża zdradzała i z dumą obnosiła ten fakt na kartach swego albumu. A dziewczyna zachowała się jak artystka, która postanowiła zakpić sobie z kilku stereotypów i wsio.

Kontrowersje i dysputy  związane z rysunkiem, który jest podobno makabryczny to tak naprawdę unikanie konkretnej krytyki. Zauważyłem niezdecydowanie  pt. „Którą obrać stronę. Chwalić Ciemną stronę, czy ganić”. Album jest świetny, album jest fatalny, album jest do dupy. Rysunek koszmarny, dobre wykorzystanie medium i bla, bla, bla, ale wszystko to jest do bólu nudne, oklepane. Do tego jeszcze Olga miała czelność wystąpić w telewizji, udzielić kilu wywiadów i w dodatku na fejsie pisze swoje posty siląc się niby na „normalną, której sodówka do głowy nie uderzyła”. Recenzja Rozmówek polsko-angielskich autorstwa Karola Konwerskiego,  której porusza m.in. kwestię  co komiks może zaofiarować zwykłemu czytelnikowi . W przypadku Ciemnej strony skojarzenie nasuwa mi się samo przez się.



Komiks Olgi nie powinien nikomu obrzydzić życia (poza ortodoksami w sprawie owej nieszczęsnej aborcji). To dobra kanapowa książka, lekka i dowcipna. Zwykły czytelnik „zpoza komiksowa” nie obrazi się na pewno. Może nie odczuje bodźca, może nic nie chwyci go za gardło, ale COŚ z tego albumu wyniesie. Ja sam, jako ojciec dwójki dzieci obserwowałem błogosławiony stan partnerki i skłamałbym twierdzeniem,  że Ciemna strona niczego nowego mi nie powiedziała. Wątpię, czy męska cześć czytelników jest w temacie aż tak obeznana.  Bez żartów panowie, skoro istnieją komiksy o nastolatkach, skoro Mawil dajmy na to potrafi męczyć przez 64 strony swoimi niepowodzeniami miłosnymi, to już ciąża ma ku temu chyba większe prawo, no nie?

To też kwestia nastawienia. Uważam, że każdemu autorowi przysługuje kredyt zaufania. Każdego należy mierzyć inną miarą. Niby to takie oczywiste, ale skoro technika Olgi nie ma szans nam zaimponować, to po kiego ch%@a tłuc w nieskończoność o jej braku profesjonalizmu. Nie mój komiks, nie mój styl, nie mój krąg zainteresowań, biorę co innego. Karygodne według mnie, jest także powoływanie się na innych autorów. A może porównany scenariusze Grzegorza Janusza do Alana Moore’a? Ile można wycierać sobie usta osobą Polcha czy Rosińskiego w tych „dyskusjach”? Wynikało by z tego, że tworzenie komiksów to przywilej zarezerwowany jedynie dla utalentowanych, z warsztatem i całą gamą umiejętności tworzenia pleców konia. Jakoś nikomu nie przychodzi na myśl, że nawet dzieci piszą rymowanki (w opinii rodziców to są wiersze). Maciek Pałka prowadzi warsztaty z gimnazjalistami, którzy nie powinni się za to zabierać. Przecież powinni najpierw skończyć ASP, a dopiero potem ośmielić się komiksować. Dla mnie to to samo, tylko skala inna.

A wracając do tematu…dlaczego nikt do tej pory nie opierniczył Centrali, że wydała taką mieliznę? Przecież to oni są współodpowiedzialni, w dodatku promowali z całych sił ten album. Czyżby nie wyczuli koniunktury? Dowalanie się do rysunku Olgi jest najłatwiejszą, powiedziałbym prostacką formą krytyki. Nikomu to nie zaimponuje, a komentarze poruszają się wciąż na tym samym parterze co na początku.

A co ja myślę na ten temat? Że to nieszkodliwa, fajna historia. Nie powala, ale zyskuje przy kolejnym czytaniu. Do tej pory czytałem Ciemną stronę trzy razy. Mało, ale jest tam wiele rzeczy do odkrycia. Nie jest to komiks przełomowy, ale przyjemny. Nie nuży i co nie wielu zauważyło, jest tam spora dawka satyry i autoironii. Olga ma dystans do swojej twórczości, ale pewnie wywiady, tiwi itp, w jakiś sposób przyczyniło się do ataków na jej osobę. To jedyne wytłumaczenie. Całkiem możliwe, że Ciemna strona jest też za bardzo kobieca, bo nie wyobrażam sobie, by recenzent w spódnicy całkowicie olał tematykę. Mogę zrozumieć to, że każdy widzi to co chce zobaczyć, ale na litość boską, nie przejmujmy się aż tak niedoróbkami warsztatowymi. Od tego mamy Polcha, Rosińskiego, których twórczość trzyma ten żałosny polski komiks na jako takim poziomie.

BTW, Pozdrowienia dla obu panów:)
BTW2: Obrażeni po przeczytaniu tekstu niechaj wezmą pod uwagę jedną rzecz. Recenzent TAKŻE powinien posiadać warsztat. Posiadanie swojego zdania oraz tzw. demokracja jest niestety często nadużywane.