Do napisania tego tekstu skłoniła mnie dyskusja sprowokowana
przez Kubę Oleksaka na Kolorowych Zeszytach. Dominowały dwie tezy. Krótko, w kilku słowach, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedzi obydwu stron.
Zatem tak. Kultura jako zjawisko, dobro ogólne, które nie
podlega definicji produktu, które jest wartością samą w sobie i stanowi istotny
element rozwoju społeczeństwa. Nie ma ceny, każdy ma do niej prawo. Każdy
powinien z niej korzystać, każdemu się należy.
Użytkownik podpisujący się nickiem
Mistrz Zagłady zaatakował
oponenta, zarzucając mu (niebezpośrednio kradzież własności intelektualnej.
Mistrz zagłady posłużył się argumentami najczęściej używanymi w tego rodzaju
dyskusjach. Oczywiście, chyba nikt nie ma wątpliwości, że pobieranie komiksu w
formie pliku pliku musi wpływać na dochody komiksiarza autora, ale nie w tym
rzecz. Broniący tej tezy uważają, że z powodu kradzieży MOGĄ upaść wydawnictwa (w Polsce),
rynek się załamie, zaś nagminność tego procederu destabilizuje wpływy ze
sprzedaży kosztem oczywiście twórców.
Używając górnolotnych haseł-piracenie zniszczy w Polsce
komiks.
Postaram się odnieść do tych wypowiedzi.
KRW uważa, że do kultury dostęp powinien mieć każdy. Mam
wrażenie, że Krzysztof zbyt szeroko rozumie pojęcie DOSTĘP. Nie wiem na ile
kultura musi być obecna w życiu Kowalskiego, ale przecież muzea, księgarnie,
kina no i komiksowe sklepy…praktycznie
każdy rodzaj sztuki jest dostępny. Dla
Krzysztofa DOSTĘP równy jest POSIADANIU. W przypadku malarstwa tego problemu
nie ma. Obrazem się zachwycasz, niekoniecznie musisz go mieć na ścianie.
Banalny przykład, ale modyfikuje nieco pojęcie DOSTĘP DO KULTURY. Jest to jak
najbardziej względne pojęcie. Tutaj od siebie dołożę kwestię, że komiksiarz to kolekcjoner.
Po Facebooku krąży setka zdjęć półek wypełnionych komiksami, niczym trofea i
nie powiem, robią one wrażenie. Komiksiarz to też nałogowiec, które bierze
udział w wyścigu, aby zgromadzić jak największa ilość albumów, ciągle mu mało i
zewsząd obwieszcza, że oto potrzebna jest nowa szafka z IKEI. Wysoka cena jest
tylko stymulantem, Gildia, Allegro oraz konwenty to filary, które cementują
środowisko, jednocześnie zaopatrując komiksiarzy w towar. Pobieranie skanów z
sieci daje wgląd w zawartość, ale nikt w dyskusji nie wspomniał, że edytorska
strona komiksu bardzo często stanowi wartość samą w sobie. Jaki skan zastąpi
Black Dossier Moore’a albo Lost girls, które wygląda o niebo lepiej w timofowym
etui niż na twardym dysku. Po prostu czasem trzeba pogodzić się z tym faktem,
że skany to tylko półśrodek.
Mistrz zagłady patrzy na to z perspektywy twórcy-ekonoma. Tworzenie
dzieła-->druk-->sprzedaż-->zarobek. W sumie ten sposób rozumowania jest jak najbardziej w porządku. Szkoda tylko że wyniku tego rozumowania z dóbr
kultury może korzystać tylko zamożniejsza część społeczeństwa. No bo jak i za
co zwiedzić te wszystkie muzea, filharmonie, za co kupować
setki książek, które co miesiąc ukazują się w księgarniach, no i te cholerne
komiksy, które mają twarde oprawy i konkretne ceny. Mistrz Zagłady nie zwrócił
uwagi na to, że w ten sposób jego twórczość (czego mu naturalnie nie życzę) może
zostać zmarginalizowana. Kupujący z powodu ograniczonego funduszu będzie musiał
wybierać towar i zapewne skończy się to na klasykach, pozycjach, które ABSOLUTNIE
trzeba mieć. Zatem dopóki twórczość Mistrza nie osiągnie najwyższego poziomu,
dopóty jego zarobek nie będzie przekraczać pewnego poziomu. Prawo rynku, wygrywa najsilniejszy.
Mistrz Zagłady nie wspomniał o jeszcze jednej oczywistości.
Tworzenie komiksów nie musi stanowić głównego źródła zarobku, raczej jest to pasja. Śledziu i jego
zleceniada, Trust, Maciej Pałka i pracownia komiksu oraz cała masa komiksiarzy,
którzy żyją ze zleceń, którzy krótko mówiąc jakoś sobie radzą i nie tracą czasu na wieszaniu sów na piratach. Chciałbym, żeby polski grafik zarabiał wystarczająco, aby móc
po nocach tworzyć swoje arcydzieła. Chciałbym
także, żeby miał odwagę powiedzieć sobie, że skoro na jego sztukę i umiejętności nie
ma popytu to niestety trzeba wybrać coś innego.
Pozwolę sobie teraz na konkluzję, zbliżoną do wypowiedzi
Maćka Pałki. Mianowicie skanowanie komiksów (ale także książek, download filmów
i muzyki) to syndrom-efekt uboczny naszych czasów. Nie sposób tego zatrzymać,
chyba żeby unicestwić wszystkie skanery świata albo lepiej-cały internet. I w
tym leży problem. Mistrz i jemu podobni szukają winnych nie tam gdzie trzeba.
Posiłkując się moralnością typu : kradzież jabłka jest tym samym co kradzież
plazmy” powoli tracą wiarygodność. Jeszcze niechcący uderzą w skrajny idealizm (czyżby groziła nam komiksowa Metllica?) A dlaczego nie uderzyć rządu RP? Żeby te
pensje były większe, żeby była robota i wypłata? Bo to słowa rzucane na wiatr. Można w nieskończoność obwiniać
pobieraczy plików, którzy w nieskończoność będą się tłumaczyć, że nie mają na
te wszystkie knigi kasy. Tylko, że najczęściej dostają po mordzie ci, którzy i tak kupują komiksy, tylko nie wszystkie. Z wiadomych przyczyn.
Ponieważ niewielu wierzy, że polityka kraju Mieszka I go w
najbliższej przyszłości się poprawi, życzę sobie, aby społeczeństwo wyłoniło
grupę ludzi, którzy przynajmniej od strony prawnej ostatecznie rozwiążą ten problem, tak aby
przynajmniej jedna ze stron była zadowolona. Skoro to ma być zbrodnia, to widocznie musi tak być i pojawią się konsekwencje. Jeżeli nie, niechaj oponenci zamilkną na wieki.
Jak powszechnie wiadomo, wszystkim dogodzić nie sposób.
EDIT: nie poruszyłem kwestii bibliotek (które nie posiadają komiksów
w swoich zbiorach), nie odniosłem się do wypowiedzi Tadeusza Baranowskiego na
FB, oraz możliwości pobierania plików za niewielkie pieniądze. Nie odniosłem się
i już.