Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 grudnia 2013

TOP 9 czyli bestofy 2013



Zacznę może od takiej oczywistej kwestii. Wszelkie plebiscyty to wypadkowe, pretekstowe przedsięwzięcia albo organizowane cyklicznie albo to jednorazowe strzały. Każdy rozsądny komiksomaniak powinien poczytać z politowaniem taki ranking, bo wiadomo, że przecież każdy swoje i tak lepiej wie. Pokazać palucha i urządzić własny, wytypować top 10 (20. 30 miliard..)ale nie. 
Oczywiście musi pojawić się szmer niezadowolenia pt. dlaczego to tak a nie inaczej. Na swój sposób jest to fajne, znak, że czytelnikom zależy. Chcą aby ich ukochane komiksy zdominowały pierwszą dziesiątkę. Wszystkiemu winni są oczywiście członkowie jury, którzy z pewnością są przekupieni. Istnieje również teoria, że się nawet na tym nie znają, albo lepiej- wcale nie istnieją; wszystko robią złośliwe automaty.
Okej, do kitu ten żart, ale ode mnie mała rada. Nie ufajmy jury. Nawet jeżeli wytypują nasze ulubione albumy to i tak istnieje spora szansa, że nasi do niedawna przyjaciele z forum odwrócą się od nas posądzając nas o kumoterstwo i tyle z tego będziemy mieli.
Zamiast tracić czas na bycie kontrowersyjnym najlepiej podam własny ranking. Kolejność przypadkowa.
1.    
   Maczużnik duetu Gutowski/Rzecznik. Bo wyszedł z tego zajebisty potwór. Zimny niepokojący, niekokietujący czytelnika, a jednocześnie piękny. Trudny, nieszablonowy, nie wpisujący się w szeroko rozumiane coś tam coś tam. No i ryty Daniela, scenar Michała…
2. A niech cię Tesla! Bo to powiew świeżego powietrza. Czytając Tesle miałem wrażenie, że już gdzieś to widziałem. Trochę to trwało aż odkryłem, że to chyba kwestia kreski oraz samej historii. Sam bym coś takiego narysował, bo to w końcu nic wielkiego, ale że autor mnie ubiegł, więc ma plusa.
3. Black dossier. Celowo użyłem angielskiej nazwy. Komiks ten wg niektórych nie miał prawa się ukazać w naszym kraiku, a się ukazał i od razu na starcie zebrał gromy pozytywnych recenzji, liczne nagrody i wyróżnienia, poruszył wiele ciekawych dyskusji a przecież o to chodzi. Nawet przyćmił Before watchmen, no nie do pomyślenia.
4.   Kot rabina. Kilka powodów, których nie wymienię.
5.   Fugazi Marcina Podolca. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Podolec to dobry komiksiarz, ale i tak najchętniej sięgam po Kapitana Sheera. No sory.
6.  Jaś Ciekawski. Idealne na prezent.
7.   Hilda i Troll. jw. Bardzo fajne, polecam.
8.   Na własny koszt. Tutaj pasuje napisać kilka słów, NWK to album naprawdę dobry i wiele wnosi.
9.  Jan Hardy R.O.T.A. To że Jakub Kijuc jakoś potrafi iść do przodu, pomimo tego i owego i jeszcze innych rzeczy.


Na koniec wyróżniam grupę MASZIN za wytrwałość w realizowaniu własnych projektów oraz za wytrwałość i odwagę w realizowaniu własnych projektów.

piątek, 29 listopada 2013

NOIR RECENZJA


Krótko i bez ogródek. NOIR to zdecydowanie najsłabszy album Wojciecha Stefańca. Mamy tutaj teoretycznie wszystko co potrzeba, aby  zaintrygować czytelnika. Zbrodnię, intrygę, śledztwo, kobietę, ale w miarę przewracania stron coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu o bezradności obu panów.

Komiks opowiada historię dwóch braci (już samo to jest oklepane i do bólu schematyczne) i ich nazwijmy to, relacjach. Dość szybko czytelnik zauważa w czym tkwi problem. W braku pomysłu, aby należycie i z szacunkiem rozbudować swoją powieść. Co prawda autorzy na początku próbują stosować chwyty mające na celu zaintrygować czytelnika. Och, zaburzenie chronologii pewnie kiedyś robiło wrażenie, ale panowie Bogacz i Stefaniec powinni dorosnąć. Rysunki są wykonane niestarannie, miejscami miałem problem z rozszyfrowaniem, co dana rycina pokazuje. Co więcej, miejscami panel wyglądał tak, jakby Stefańcowi zabrakło tuszu i tutaj pojawia się  kolejny poważny zarzut.

Dlaczego komiks jest czarno biały? Przecież nawet Szminka (która również wybitnością nie grzeszyła) oferowała przynajmniej przyjemne dla oczu barwy. Wychodzi na to, że Wojciech Stefaniec uczynił krok do tyłu. Tymczasem komiks w takiej cenie powinien przynajmniej posiadać szatę graficzną na poziomie. Już widzę oczami duszy rozczarowanych czytelników, którzy „otwierają” książkę. Jestem przekonany, że ów strzał w stopę nie pomoże autorom, a już na pewno nie wydawcy.

Najgorzej w NOIR wypada okładka. Mnie najbardziej irytowało ponowne zakładanie tytułowej tasiemki. Po którymś razie moich bezowocnych prób owo zabezpieczenie wylądowało w koszu. W konsekwencji to czarne coś powędrowało na półkę i nie wyobrażam sobie jakim cudem będę w stanie je ponownie odnaleźć.
Możecie mi wierzyć; wałkowałem temat z każdej możliwej strony, ale naprawdę trudno jest mi znaleźć jakiekolwiek plusy w NOIR. Ta historia jest tak nieudana, że potrzeba naprawdę dużo silnej woli aby docenić pracę duetu Stefaniec/ Bogacz.
Konkluzja-oby dyskusja dot. powrotu do korzeni i tradycji rysunku realistycznego (scenariusza zresztą też) ponownie odżyła w środowisku ze zdwojoną siłą, bo wierzcie mi miły czytelniku:

NIE TĘDY DROGA DO SUKCESU

[EDIT] Oczywiście komks SZMINKA został narysowany przez panią Joannę Karpowicz. Pragnę przeprosić panią Joannę. Tekst dotyczył oczywiście komiksu Szelki. Chciałbym także dodać, że osoba odpowiedzialna za korektę została pociągnięta do odpowiedzialności. 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Czerwony pingwin musi umrzeć-notatki do recenzji

Żeby dobrze ta recenzja wyglądała, pasowałoby ją poprzedzić jakimś dowcipnym tekstem. Napisałbym to kursywą i dopiero potem zaczął próbę dializować komiks. Pasowałoby nadmienić kim jest Śledziu Śledziński, przecież większość recenzji posiłkuje się tego rodzaju wstępem. Nie, chyba lepiej będzie jak to ominę, zamiast tego przypomnę epizod w familiadzie. Spróbuję to jakoś połączyć z albumem (nie wiem tylko jak).
Z recenzją będzie problem, trzeba asekuracyjnie dobierać argumenty, w końcu nieco rozczarował mnie ten album. Może nie pod względem warsztatu czy treści, ale zbyt szybkim (pośpiesznym raczej) zakończeniem. Z drugiej strony to pierwsza część, więc będę musiał dodać, że z niecierpliwością czekam na drugi tom, w którym akcja z pewnością się rozwinie zaś bohaterowie nabiorą charakteru. (Trochę to wszystko zamotane).

Dowcipne synonimy przydatne do użycia zamiast tytułu: Czerwony nielot, Pigwin Swobodny, album twórcy NSS, WR,OS, OC, AK, …….nie wiem, wyjdzie w trakcie.



Działalność Śledzia na fejsbuku (w sumie można to przylepić do wstępu). Koniecznie nie zapomnieć o dystrybucji cyfrowej. Zwrócić uwagę, że KG wydała ten album nieco za szybko, co może kolidować z tą nowatorską (przynajmniej u nas) formą publikacji. Zresztą nie wiem. O fabule napisać mało albo wcale, dobrze jest wyszczególnić którąś z recenzji Pingwina. Koniecznie dodać linka, autora recenzji pochwalić. 


Nazwisko Baranowskiego pada wiele razy, dla mnie nie jest to tak oczywiste porównanie. Znakiem rozpoznawczym komiksów tego pana jest rysunek ze szczególnym naciskiem na przyrodę (w pewnym momencie plansze zaczynają dominować nad tekstem) oraz abstrakcyjny, urzekający scenariusz. Ten drugi u Śledzia nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot wstęp/zapowiedź komiksu przygodowego, z tego tomu niewiele wynika (boję się, że to zbyt ostre słowa).
Grafika urzeka kolorem (nie używać słów typu „urzeka” ). Takie Piraci z Karaibów zmiksowane z mangą, no w sumie to od czytelnika zależy co tam wypatrzy, czym się bawił w dzieciństwie, etc. Całkiem możliwe, że pingwinia seria pozwoli wykreować Michałowi fajne uniwersum do którego będzie nawiązywać nowe pokolenie komiksiarzy (bez przesady).  
Na koniec podsumowanie. Ładnym językiem jeszcze raz pochwalić Śledzia i jego najnowsze dokonania. Pogratulować odwagi, że nie odcina kuponów, nie ogląda się na oczekiwania czytelników, którym marzą się kolejne Swobody. Jednocześnie przywołać do porządku, kiedy wreszcie się ukaże NSS3 (no bo wszyscy mu o tym przypominają). 
Podsumowanie podsumowania: ocenić komiks wysoko, ale zaznaczyć, że jest to jednak nota na kredyt, bo kto wie co drugi tom przyniesie, jeżeli oczywiście ukaże się w jakimś sensownym terminie. Może napisać tak, że skoro Śledziu chce iść tą drogą, nie ma sprawy, byleby robił to dobrze.

przeredagować.

-
-
-


czwartek, 13 czerwca 2013

MACZUŻNIK




...to takie paskudztwo. Pasożyt, kilka skąpych informacji z wiki wystarczy, żeby to cholerstwo wystarczająco znienawidzić (przypis redakcji).
Maczużnik to również komiks Daniela Gutowskiego (rys.) i Michała Rzecznika (scen). Opublikowany nakładem Centrali. Pięknie wydany, z dodatkami, zawierający ponurą treść adekwatną do tytułu.
Album narysowany przez Daniela Gutowskiego do scenariusza Michała Rzecznika (obydwaj tworzący pod banderą MASZINA) to komiks, który ma szansę awansować do miana „komiksu roku”, albo zostać odstawiony na półkę do spółki z takimi potworkami jak Aksamitna Rękawica Daniela Clowesa, po które sięgamy, kiedy nas najdzie chandra.

A rzecz ma się tak.
Wesele. Wieś. Panna młoda poślubia kawalera z miasta. Miły chłopak, który uwielbia przyrodę (botanik? entomolog?) pragnie zaraz po ślubie zamieszkać ze swoją żoną i teściową w mieście. Życie na wsi, w starym domu nie jest tym o czym marzy. I na tym właściwie sprawa się zamyka. Akcja przenosi nas kilka lat później i czytelnik może zaobserwować efekty owej wyprowadzki. Michał Rzecznik konstruuje scenariusz, którego motywem przewodnim są relacje w rodzinie. Każdy widzi drugiego inaczej, każdy widzi to co chce zobaczyć. I najczęściej są to te pejoratywne cechy. W pewnym momencie pojawia się narracja subiektywna każdego z bohaterów Maczużnika, którą Daniel konsekwentnie dawkuje. Jeśli wierzyć Wikipedii Maczużnik przeobraża się, kiedy znajdzie się w pobliżu żywiciela. Przy czym trudno określić, do którego z bohaterów to określenie bardziej pasuje.



Niby nic wielkiego, ale sposób w jaki Daniel Gutowski podszedł do zadania jest oszałamiający. Postacie stają się groteskowe, brzydota zaczyna dominować w obrazie, tylko, że gdzieś tutaj zapomniano, aby chwileczkę zwolnić tempo. Odsapnąć. Autorzy pomijają aspekt przyczynowy, zamiast tego kładą nacisk na objawy. Jeżeli założymy, że twórcy kierowali się schematem owego paskudztwa to laitmotiv historii spełnia swoje założenia jak najbardziej. Okładka zresztą spojleruje sposób podejścia twórców do tematu. Szkoda tylko, że czytelnik zbyt szybko dostaje pałką w łeb. Efekt zamierzony? w porządku, ale może zirytować odbiorcę przyzwyczajonego do klasycznej formy dramatu.


Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że Maczużnik nie zostanie należycie doceniony w komiksowie. Album ten odstaje od nurtu, którym komiksowo zdaje się podążać. (celowo pomijam przykłady). Nie da się ukryć, że pomimo mało przystępnej formy komiks jest pozycją obowiązkową. Dodam jeszcze od siebie, że brakowało mi "odwagi" w twórczości naszych rodzimych komiksiarzy. Dominuje ostrożność, przystępna tematyka, a przecież język komiksu co jest oczywistością, musi się rozwijać. ZWŁASZCZA na naszym rynku.
Album Daniela i Michała może popchnąć kamyczek tylko w dobrym kierunku.

Wyczyny grupy MASZIN możemy śledzić na Facebooku albo odwiedzając blog Mikołaja Tkacza. Każdy kto chociaż raz obejrzał dorobek maszinowców wie z czym to się je. Centrala, która odważyła się wypuścić serię Kolekcja Maszina (m.in.Przygody Nikogo, Nieznany Geniusz, Generator 1000) również Maczużnika opatrzyła taką etykietą. Problem z tym komiksem jest taki, że to określenie nie do końca tutaj pasuje. Edytorsko dopieszczona publikacja, papier oraz grafiki, którymi Daniel ogarnął scenariusz stawia Maczużnika bliżej autorskiej, eksperymentalno-niezależnej produkcji. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że komiks ukazał się zbyt późno, kiedy środowisko komiksowe postanowiło odsapnąć od artyzmu dlatego trochę nie dziwi mnie cisza jaka panuje wokół tego albumu.

Maczużnik 
scen. Michał Rzecznik 
rys. Daniel Gutowski
format: 210 x 297 mm
ilość stron: 72
wnętrze: kolorowe + dodatki
cena okładkowa: 39,90 zł
ISBN: 978-83-63892-12-8

poniedziałek, 27 maja 2013

KUBA - ŻOŁNIERZ NIEZŁOMNY



Chcąc nie chcąc Jakub Kijuc stał się postacią budzącą wiele kontrowersji. Niejedno wiadro pomyj wylano na jego głowę.  Mówimy oczywiście o serii Konstrukt, której temat na szczęście zdążył już nieco przycichnąć. Kuba do samego końca bronił idei.Dumnie ogłaszał przesunięcie premiery kolejnego zeszytu, uraczając wyczekujących cukierkami z rękawa.  Środowisko komiksowe mu tego nie wybaczyło, ale pozwoliło, aby sprawa wypaliła się sama. Ostatnim gwoździem do trumny była rozmowa Maćka Pałki z Bartkiem Biedrzyckim (niepotrzebna moim zdaniem) miażdżąca ideę Kuby i rzecz właściwie zdechła. 



Kuba Kijuc swoimi wypowiedziami przypominał mi Dyzia Marzyciela. Otóż to, nie twórcę, nie wizjonera, nie kreatora, a bujającego w obłokach młodziana. Próbując zarazić nas swoim entuzjazmem nie zauważył, że pogrąża się coraz bardziej. To wyglądało tak, jakby Kuba ogłaszał nowy koncept swojego uniwersum zaraz po tym gdy mu ten przyszedł do głowy. Zamiast wydrukować na próbę 1000/500 egzemplarzy, ten od razu poszedł na głęboką wodę. Zeszytowa forma, brudny papier oraz ta wytarta okładka moim zdaniem raczej odstraszały. (Czyżby Kubie nie przyszło do głowy, że w empiku wyglądało to raczej jak używka wymiętolona przez stadko dzieciaków z ochronki?) No ale w sumie wszyscy o tym wiemy, nie zamierzam tego linkować, nie ma potrzeby.


No i któregoś pięknego poranka oczom naszym pojawiła się ta piącha miażdżąca czerwoną gwiazdę, nowy profil na fejsie JAH HARDY-KOMIKS PATRIOTYCZNY i się zaczęło.
Kuba uderzył do ONRu, młodzieży wszechpolskiej czy czego tam jeszcze, każdego posta rozpoczyna od wołacza (?) CZOŁEM!!! Ale widać progres.
Po pierwsze nie ma mowy o serii kilkudziesięcio zeszytowej. Przedsprzedaż czyli najbezpieczniejsza forma publikacji  to też plus, ale są też  minusy. Target to raz, nagły wyegzaltowany zwrot ku ojczyźnie to dwa, i po trzecie- znowu mało o samym komiksie, mało promo plansz. Oby seria nie skończyła się jednym zeszycie.
Kuba przeistaczając się w patriotę przestał być wiarygodny. Niestety, w dzisiejszych czasach, kiedy cel uświęca środki, taka postawa budzi co najmniej nieufność. Czyżby była to część kampanii? Czy bez Jana Hardego  Jakub Kijuc również kochałby tak mocno nasz kraj? Kogo tak naprawdę promuje komiks patriotyczny Kuby. Medium, ojczyznę czy Kijuca. Temat żołnierzy wyklętych jest ostatnio bardzo modny, zaś rewizjonistów niestety nie brakuje. Także takich, którym zależy bardziej na gotówce niż idei, zatem pojawia się pytanie:
Czy Kuba nie mógłby po prostu narysować tego komiksu?
Oby to nie była powtórka serii Konstrukt. Nie jeden raz zastanawiałem się, czy to nie jest tak, że twórca Czarnej Materii jest uzależniony od przebywania w centrum uwagi.  A może chodzi o zwykle gadulstwo? Twórca Konstruktu lubi mówić o swojej sztuce, o tym co zrobi, o tym co zrobi jak już tamto zrobi, itd. Promowanie własnej twórczości jest OK,  ale jakoś to musi współgrać z postępem jej tworzenia. Kuba robi dokładnie na odwrót. Jedynym plus wydaje się fakt, że młodzież wszechpolska zacznie czytać komiksy (choćby tylko Jana Hardego), jednak strach pomyśleć co się stanie, kiedy to całe towarzystwo przyjedzie kiedyś na MFK;)
Kuba to postać tragiczna. Niejednoznaczna, utalentowana, ma coś z narcyza. Może nawet uważa się za męczennika komiksowego środowiska. Tak czy siak było mi przykro, że Konstrukt nie wyszedł. Całe zamieszanie wokół tazosów, gier…to był kawałek cholernie dobrej opowieści gazetowej. I to chyba jedyny plus tej historii - śledzenie dogorywającego projektu Jakuba Kijuca.
Nie będę ukrywać, zamówiłem Jana Hardego w przedsprzedaży. Mam nadzieję, że komiks się ukaże. Mam nadzieję, że będzie przynajmniej niezły, że jego ideologiczna warstwa nie przysłoni treści. Chcę nacieszyć oczy warsztatem Kijuca i wierzę, że w Janie da z siebie wszystko. Apeluję do komiksowa, aby Kijuca nie skreślali. Jest to postać, która wybrała sobie dziwny sposób autopromocji i trudno. Żyjmy z tym, komentujmy ale powtarzam, nie skreślajmy.

niedziela, 28 października 2012

SKANDALISTKA OLGA







No. Ciemna strona księżyca jest komiksem, który mógłby zachwycić lub przejść w środowisku bez echa. Mógłby też po prostu zebrać kilka mniej lub bardziej pozytywnych recenzji. Mógłby stać się też kolejnym produktem Centrali, a w najgorszym razie-stać się głosem w dyskusji dotyczącej macierzyństwa. Nie ma tam kontrowersyjnej treści.  Wbrew pozorom poglądy Olgi na temat aborcji nie muszą nikogo obrażać. Nie oszukujmy się, żyjemy w czasach liberalnych, wolność wypowiedzi, wszechobecny kult własnego zdania sięga miejscami  poziomu absurdu. To, że rysowniczka zaszła w ciążę, tworzy komiks o tzw. błogosławionym stanie można potraktować jako pretekst do wyrażania swojego poglądu. Dotyczy to również aborcji. Byłoby gorzej, gdyby Olga ciążę usunęła i zrobiła o tym komiks. Albo gdyby Olga notorycznie męża zdradzała i z dumą obnosiła ten fakt na kartach swego albumu. A dziewczyna zachowała się jak artystka, która postanowiła zakpić sobie z kilku stereotypów i wsio.

Kontrowersje i dysputy  związane z rysunkiem, który jest podobno makabryczny to tak naprawdę unikanie konkretnej krytyki. Zauważyłem niezdecydowanie  pt. „Którą obrać stronę. Chwalić Ciemną stronę, czy ganić”. Album jest świetny, album jest fatalny, album jest do dupy. Rysunek koszmarny, dobre wykorzystanie medium i bla, bla, bla, ale wszystko to jest do bólu nudne, oklepane. Do tego jeszcze Olga miała czelność wystąpić w telewizji, udzielić kilu wywiadów i w dodatku na fejsie pisze swoje posty siląc się niby na „normalną, której sodówka do głowy nie uderzyła”. Recenzja Rozmówek polsko-angielskich autorstwa Karola Konwerskiego,  której porusza m.in. kwestię  co komiks może zaofiarować zwykłemu czytelnikowi . W przypadku Ciemnej strony skojarzenie nasuwa mi się samo przez się.



Komiks Olgi nie powinien nikomu obrzydzić życia (poza ortodoksami w sprawie owej nieszczęsnej aborcji). To dobra kanapowa książka, lekka i dowcipna. Zwykły czytelnik „zpoza komiksowa” nie obrazi się na pewno. Może nie odczuje bodźca, może nic nie chwyci go za gardło, ale COŚ z tego albumu wyniesie. Ja sam, jako ojciec dwójki dzieci obserwowałem błogosławiony stan partnerki i skłamałbym twierdzeniem,  że Ciemna strona niczego nowego mi nie powiedziała. Wątpię, czy męska cześć czytelników jest w temacie aż tak obeznana.  Bez żartów panowie, skoro istnieją komiksy o nastolatkach, skoro Mawil dajmy na to potrafi męczyć przez 64 strony swoimi niepowodzeniami miłosnymi, to już ciąża ma ku temu chyba większe prawo, no nie?

To też kwestia nastawienia. Uważam, że każdemu autorowi przysługuje kredyt zaufania. Każdego należy mierzyć inną miarą. Niby to takie oczywiste, ale skoro technika Olgi nie ma szans nam zaimponować, to po kiego ch%@a tłuc w nieskończoność o jej braku profesjonalizmu. Nie mój komiks, nie mój styl, nie mój krąg zainteresowań, biorę co innego. Karygodne według mnie, jest także powoływanie się na innych autorów. A może porównany scenariusze Grzegorza Janusza do Alana Moore’a? Ile można wycierać sobie usta osobą Polcha czy Rosińskiego w tych „dyskusjach”? Wynikało by z tego, że tworzenie komiksów to przywilej zarezerwowany jedynie dla utalentowanych, z warsztatem i całą gamą umiejętności tworzenia pleców konia. Jakoś nikomu nie przychodzi na myśl, że nawet dzieci piszą rymowanki (w opinii rodziców to są wiersze). Maciek Pałka prowadzi warsztaty z gimnazjalistami, którzy nie powinni się za to zabierać. Przecież powinni najpierw skończyć ASP, a dopiero potem ośmielić się komiksować. Dla mnie to to samo, tylko skala inna.

A wracając do tematu…dlaczego nikt do tej pory nie opierniczył Centrali, że wydała taką mieliznę? Przecież to oni są współodpowiedzialni, w dodatku promowali z całych sił ten album. Czyżby nie wyczuli koniunktury? Dowalanie się do rysunku Olgi jest najłatwiejszą, powiedziałbym prostacką formą krytyki. Nikomu to nie zaimponuje, a komentarze poruszają się wciąż na tym samym parterze co na początku.

A co ja myślę na ten temat? Że to nieszkodliwa, fajna historia. Nie powala, ale zyskuje przy kolejnym czytaniu. Do tej pory czytałem Ciemną stronę trzy razy. Mało, ale jest tam wiele rzeczy do odkrycia. Nie jest to komiks przełomowy, ale przyjemny. Nie nuży i co nie wielu zauważyło, jest tam spora dawka satyry i autoironii. Olga ma dystans do swojej twórczości, ale pewnie wywiady, tiwi itp, w jakiś sposób przyczyniło się do ataków na jej osobę. To jedyne wytłumaczenie. Całkiem możliwe, że Ciemna strona jest też za bardzo kobieca, bo nie wyobrażam sobie, by recenzent w spódnicy całkowicie olał tematykę. Mogę zrozumieć to, że każdy widzi to co chce zobaczyć, ale na litość boską, nie przejmujmy się aż tak niedoróbkami warsztatowymi. Od tego mamy Polcha, Rosińskiego, których twórczość trzyma ten żałosny polski komiks na jako takim poziomie.

BTW, Pozdrowienia dla obu panów:)
BTW2: Obrażeni po przeczytaniu tekstu niechaj wezmą pod uwagę jedną rzecz. Recenzent TAKŻE powinien posiadać warsztat. Posiadanie swojego zdania oraz tzw. demokracja jest niestety często nadużywane.