poniedziałek, 17 października 2011
Jakub Żulczyk wieczór autorski
Jakub Żulczyk, jechał dziewięć godzin, ledwo papierosa spalił i już musiał biec na salę.
Było widać zmęczenie, ale dał radę.
Dyrekcja, która fantastyki nie czyta, kupiła jego książkę. A właściwie dwie. Zmorojewo oraz Świątynie.
Tak się akurat złożyło, że dzień wieczoru był akurat datą premiery Świątyni. Kuba sam nie widział jak ta książka wygląda.
Nie kryłem podczas wieczoru, że najbardziej cenię Zrób mi jakąś krzywdę. Instytut także. Próbowałem chłopaka podpuścić.
Żeby wprost i z mostu, jasno i przejrzyście oświadczył, że przerzucił się na fantasty. Że ma zamiar dołączyć do Dukaja, Pilipiuka
Sapkowskiego...
Niestety. Jakub po prostu CHCIAŁ napisać taką książkę i zrobił to.
Ale o dziwo przekonał mnie.
Mówił jeszcze o wielu rzeczach. O Lampie, swoich początkach
Swojej pracy, poglądach...
Szkoda, że nie pogadaliśmy więcej.
Szkoda.
wtorek, 4 października 2011
MFK Warto było
Dopiero dzisiaj odespałem Łódz. Prawie 9 godzin jazdy, hostel na peryferiach i dwa dni targów ale warto było. Każdego dnia byłem tak zmęczony, że w konsekwencji olałem Piotrkowską i Manufaktury, nawet nie było kiedy się unicestwić z chłopakami w jakimś łódzkim pubie. Był to mój pierwszy MFK, pierwszy kontakt ze środowiskiem. Pierwsze publiczne wystawienie Ważki. Nerwy, emocje i jeszcze raz nerwy. W sobotę moimi sąsiadami byli weganie, ludzie z misją, niejedzący mięsa ale już w niedzielę na ich miejscu wylądował Tomek Kleszcz ze swoją Panią i już było inaczej:) Nie mam zamiaru skarżyć się, że stoisko na zdjęciu wyglądało inaczej, a okazało się prowizorycznym boksem. Nie mam o to żalu. Najważniejsze, że Ziniol przyjął się bardzo dobrze. Ludzi figurujacy jedynie dotąd jako "znajomi" z fejsa stali się nimi naprawdę.
W moim położeniu rozmowy z Timofem, Leszkiem z Ongrysa były czymś koniecznym. Wiele, naprawdę bardzo wiele cenny wskazówek uzyskałem, które pomogą Ważce lepiej działać. Pozycja "nowego gracza" jak to ujął Maciek Pałka nie pozwala mi na działanie po omacku.
Dopiero w drodze powrotnej, kiedy czytałem Osiedle Swoboda w pełni dotarło do mnie, kto mijał moje stoisko, z kim rozmawiałam, że wszystko tak szybko pękło i że następne MFK niestety dopiero za rok. W każdym razie debiut jak najbardziej na plus.
Jednak tak naprawdę to Lucek, Maciek i Wojtek są prawdziwymi hirołs. Bez tego materiału Ważka nie zaistniałaby. Bo to wszystko zawdzięczam Wam chłopaki,. Mam nadzieję, że nie jesteście rozczarowani raczkującym wydawcą i Ziniols vol. 2 nie będzie naszym ostatnim wspólnym projektem.
P.S. Pierwsza recenzja Antologii już się pojawiła, zapraszam tutaj.
W moim położeniu rozmowy z Timofem, Leszkiem z Ongrysa były czymś koniecznym. Wiele, naprawdę bardzo wiele cenny wskazówek uzyskałem, które pomogą Ważce lepiej działać. Pozycja "nowego gracza" jak to ujął Maciek Pałka nie pozwala mi na działanie po omacku.
Dopiero w drodze powrotnej, kiedy czytałem Osiedle Swoboda w pełni dotarło do mnie, kto mijał moje stoisko, z kim rozmawiałam, że wszystko tak szybko pękło i że następne MFK niestety dopiero za rok. W każdym razie debiut jak najbardziej na plus.
Jednak tak naprawdę to Lucek, Maciek i Wojtek są prawdziwymi hirołs. Bez tego materiału Ważka nie zaistniałaby. Bo to wszystko zawdzięczam Wam chłopaki,. Mam nadzieję, że nie jesteście rozczarowani raczkującym wydawcą i Ziniols vol. 2 nie będzie naszym ostatnim wspólnym projektem.
P.S. Pierwsza recenzja Antologii już się pojawiła, zapraszam tutaj.
poniedziałek, 26 września 2011
Drive 2011, rez. Nicolas Winding Refn
Drive jest filmem którego bez wątpienia warto zobaczyć. Z mocnej listy Cannejskich wojowników to właśnie tak naprawdę reżyser Bronsona wyszedł prawdziwie zwycięsko. Palma dla najlepszego reżysera i bezwarunkowa wiara polskich dystrybutorów w możliwości i potencjał tego Pana. Jak na razie jeden z najlepszych filmów roku, chociaż bez bicia przyznaję się, że tytułów okraszonych datą 2011 nie widziałem zbyt wiele. Ale niepotrzebnie przedłużam wstęp.
Fabuła jest właściwie powszechnie znana. Nie będę za kimś powtarzał, na pewno większość ten film widziała, na pewno większość się tym filmem zachwyciła (mowa oczywiście o tej grupce ludzi, których brak CGI jakoś specjalnie nie odstrasza) i piszący te słowa również pozostał pod wielkim wpływem.
Bo Winding Refn udowodnił dla mnie jedno. Nie ważna jest sama historia, ważna jest oprawa. Składniki, środki, estetyka. Coś co próbowało robić wielu, z różnym skutkiem. Duńczyk robi po swojemu i nie ogląda się na reakcje widza. Kiedy pisałem ten tekst przeraziłem się, że Refn jest twórcą efektownych opakowań, atrakcyjnej formy, którą nadrabia estetyką. I uświadomiłem sobie, że prawdopodobnie wielu widzów, niechętnych reżyserowi sięgnie po ten argument.
I Drive również taki jest. Wszechobecny oniryzm, to kiczowate electro*, oglądanie tego to jak przeglądanie albumu ze zdjęciami. Niestety, w drugiej połowie filmu coś zaczęło się psuć.
To oczywista oczywistość, Refn nie poprzestał na jednej matrycy, wprowadził mrok, który skutecznie wyparł subtelną estetykę czasów Miami Vice. Do akcji wkracza Angelo Badalamenti i oto mamy grozę. Nasz bohater przeistacza się w wykonawcę wyroku. Mściciela, jedynym ogniwem łączącym go z jasną stroną jest oczywiście owa samotna matka, ale i ona nie jest w stanie powstrzymać Drivera. Boi się, sama nie wie, na kogo ma liczyć.
A mogło być tak pięknie. Przez pół filmu Duńczyk tworzył piękną historię. Ona i on, obydwoje wiedzą, że nie powinni się byli spotkać, obydwoje za czymś tęsknią i pamiętam, kibicowałem im.
Na imdb stoi, że Refn konsultował się z Gasparem Noe w kwestiach reżyserii scen brutalnych. Nie potrafię tego zrozumieć. Oniryzm w takiej dawce mógłby opowiedzieć David Lynch., tyle, że u niego cały obraz jest umowny, oparty na metodzie skojarzeń. Refn mówi zupełnie serio. Ciemny pokój, młotek i ten złowieszczy dron w tle. Muszą tam stać jeszcze roznegliżowane panienki? (Ich stoicki spokój przeraził mną.) Oto widz jest świadkiem, że aktorzy zaczynają poruszać się po świecie mafii(?), Driver staje się uwikłanym w paskudną historię romantycznym rycerzem i musi za to zapłacić. Wie, że nie ma już odwrotu, pozostała mu tylko zemsta, ale kurcze trochę zbyt naiwne mi się to wydawało. Dwa czarne charaktery nieco to uwiarygodniają, milczący kierowca z twarzą nieśmiałego jelonka sprawdza się w tej pierwszej części filmu. W drugiej już mniej, biorą pod uwagę środki jakich używa...Miałem wrażenie, że reżyser zwyczajnie przedobrzył.
No i miałem napisać jeszcze o stronie aktorskiej. Niestety od tej strony film nie kreuje żadnej wybitnej osobowości. Tak jak Mads Mikkelsen wypełniał całą przestrzeń w kadrze Valhalli, Tom Hardy podobnie,o Pusherach nie wspomnę, o tyle tutaj wszystko jest takie od niechcenia. Postać Blanche, Ron Perlman był niezły, ale potem jego aktorstwo zaczęło się „cofać”. Na uwagę zasługuje właściwie tylko Albert Brooks. Od pewnego momentu to on trzyma film. Chłopiec i jednooki tworzyli duet, uzupełniali się wzajemnie, Ryan Gosling nie ma tego czegoś, niestety. Z drugiej strony widzicie w tej roli Hugh Jackmana?
Gdyby jednak komuś przyszło do głowy, że Drive to film słaby, uprzejmie informuję, że się myli. Biorąc pod uwagę środki formalne, teoretycznie prosta operatorka, taka sama jak bohaterowie filmu, gry cieniem, scena w windzie, a zwłaszcza jej finał...Nie, można krytykować Drive, ale nie wolno tego filmu nie doceniać. Ja nie mam zamiaru wszczynać polemiki, czy Refn na tą Palmę zasłużył. Nie widziałem właściwie żadnego filmu z Cannes**, dlatego nie zabieram głosu i przyznaję 7/10 w filmwebowej skali. Uważam, ze to uczciwa ocena.
P.S. Według mnie najwięcej temu obrazowi zaszkodziły dwa poprzednie filmy. Refn postmodernista, Refn i jego klisze, tak naprawdę ludzie wciąż widzą w nim twórcę postmoderny, czerpiący garściami z kina gatunkowego. Fakt, inspiracje Refna wywodzą się z takiego kina. Jednak zarówno jego dokonania jak i wypracowany własny unikalny styl nakazuje mi go nazywać twórcą dobrego kina autorskiego, a nie Robinsonem poszukiwaczem.
Przynajmniej już od dawna nie.
* Oczywiście jako ex fan tego stylu, nie mogłem nie ulec czarowi tych pierdzących syntezatorków, bolała mnie tylko obecność kawałka Trenta Reznora, która zdobiła prześwietne Social Network. Jak to usłyszałem, miałem ochotę wrzasnąć WTF?
**Widziałem za to Drzewo Życia, jest to jedyny obraz który można nazwać jednocześnie wielkim i wręczyć mu Złotą Malinę, tekst wkrótce.
niedziela, 18 września 2011
czwartek, 15 września 2011
The very best off The Ziniols przedsprzedaż c.d.
Uwaga!!!
W związku ze sporym zainteresowaniem wydaniem antologii "Ziniolsów"
oraz sporą ilością zamówień z przykrością informujemy, że pierwszy
nakład przeznaczony do przedsprzedaży wkrótce ulegnie wyczerpaniu.
Wszystkim zainteresowanym oznajmiamy, że MOŻNA jeszcze składać zamówienia.
Tylko teraz
Antologia:The Very Best Off The Ziniols
po okazyjnej cenie 26 złotych z dostawą gratis
Zachęcamy również do odwiedzania oficjalnego blogu Ziniola, gdzie można zobaczyć plansze komiksu Blaki nie publikowane dotąd nigdzie wcześniej oraz poczytać o zbliżającej się premierze albumu Lucka
FOTOSTORY
Inny twórca Ziniola, nasz stary znajomy Maciek Pałka zaprasza na wernisaż prac
10 LAT Z WARIATAMI
Uroczyste otwarcie nastąpi 30 września A.D. 2011 w
Muzeum Sztuki MS2, księgarnia małalitera art
w Łodzi
Jeszcze raz dziękujemy za liczne zainteresowanie się publikacją, to dla nas wielka motywacja.
niedziela, 11 września 2011
Antologia kultowego ZINIOLA-PRZEDSPRZEDAŻ
UWAGA!!! Już od poniedziałku czyli od jutra rusza przedsprzedaż antologii kultowego ZINIOLA.
The Very Best OFF The Ziniols: Greatest Hits vol. 1 1998-2005
Do kupienia za jedyne 26 złotych z wysyłką gratis.
Aby dokonać zakupu wystarczy wysłać maila z adresem oraz wpłacić rzecz jasna 26 złotych na podane na stronie konto.
Dostępność pozycji do 10 dni roboczych.
Oferta ważna do 30 września.
sobota, 10 września 2011
Rzeż bez nagród
A wygrał Faust Sokurowa.
Jeżeli jeszcze Adamek przegra, to będzie wybitnie nieudany dzień:)
A oto lista laureatów:
Złoty Lew: "Faust"
Srebrny Lew dla najlepszego reżysera: Shangjun Cai
Shangjun CaiNagroda specjalna jury: "Terraferma"
Najlepszy aktor: Michael Fassbender ("Wstyd")
Najlepsza aktorka: Deanie Yip ("Tao jie")
Debiut aktorski: Shôta Sometani i Fumi Nikaidô ("Himizu")
Zdjęcia: Robbie Ryan ("Wichrowe wzgórza")
Scenariusz: Giorgos Lanthimos i Efthimis Filippou ("Alpy")
Debiut reżyserski: "Là-bas"
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


