czwartek, 22 sierpnia 2013

NAWIASY



No i tak. 1 go września czyli w upragniony dzień rozpoczęcia roku szkolnego robię premierę NAWIASÓW. Jest to książka z solidnym wątkiem kryminalnym, odrobiną erotyki, metafizyki i takich tam. Głównym bohaterem jest Miron, detektyw prywatny, który dostaje zlecenie swojego życia. Co z tego wyniknie i jak sprawa się potoczy tego nie zdradzę, ale ci co będą mieli ochotę nabyć Nawiasy powinni być usatysfakcjonowani. Pomysł na książkę wziął się stąd,, że miałem kiedyś ambicje napisać kryminał w odcinkach osadzony w kolorycie SPA (czyli Krynicy Zdroju). Chodziło o to, żeby akcja działa się w miejscach znanych kryniczanom, ale jakoś ten projekt zarzuciłem. Po prostu było to zbyt grzeczne, zbyt płaskie i bez jaj. Zacząłem zatem jeszcze raz, zwulgaryzowałem Nawiasy, zaszalałem i jak się okazało słusznie. Cała intryga wzbogaciła się o rzeczy, które opisać wcześniej opisać nie byłem w stanie.
Książkę widziało (czytało) dokładnie 7 osób. Do tej pory.
Tak jak pisałem na prześwietnym fejsie, zamierzam drukować egzemplarze Nawiasów tylko dla kupujących. Nie czuję potrzeby pochwalenia się kosmicznym nakładem. Kilka krytycznych uwag, kilka recenzji to będzie dla mnie dużo.
Jezeli ktoś zechce zrecenzować Nawiasy, może już teraz otrzymać egzemplarz.
Zamawiamy pisząc na maila:
turekwkanale@gmail.com

Trochę danych technicznych:
ilość stron: 136
format: 11x17 cm
oprawa: miękka
cena: 10 zł (+ 3 zł przesyłka)

czas oczekiwania: 10 dni roboczych

poniedziałek, 22 lipca 2013

Czerwony pingwin musi umrzeć-notatki do recenzji

Żeby dobrze ta recenzja wyglądała, pasowałoby ją poprzedzić jakimś dowcipnym tekstem. Napisałbym to kursywą i dopiero potem zaczął próbę dializować komiks. Pasowałoby nadmienić kim jest Śledziu Śledziński, przecież większość recenzji posiłkuje się tego rodzaju wstępem. Nie, chyba lepiej będzie jak to ominę, zamiast tego przypomnę epizod w familiadzie. Spróbuję to jakoś połączyć z albumem (nie wiem tylko jak).
Z recenzją będzie problem, trzeba asekuracyjnie dobierać argumenty, w końcu nieco rozczarował mnie ten album. Może nie pod względem warsztatu czy treści, ale zbyt szybkim (pośpiesznym raczej) zakończeniem. Z drugiej strony to pierwsza część, więc będę musiał dodać, że z niecierpliwością czekam na drugi tom, w którym akcja z pewnością się rozwinie zaś bohaterowie nabiorą charakteru. (Trochę to wszystko zamotane).

Dowcipne synonimy przydatne do użycia zamiast tytułu: Czerwony nielot, Pigwin Swobodny, album twórcy NSS, WR,OS, OC, AK, …….nie wiem, wyjdzie w trakcie.



Działalność Śledzia na fejsbuku (w sumie można to przylepić do wstępu). Koniecznie nie zapomnieć o dystrybucji cyfrowej. Zwrócić uwagę, że KG wydała ten album nieco za szybko, co może kolidować z tą nowatorską (przynajmniej u nas) formą publikacji. Zresztą nie wiem. O fabule napisać mało albo wcale, dobrze jest wyszczególnić którąś z recenzji Pingwina. Koniecznie dodać linka, autora recenzji pochwalić. 


Nazwisko Baranowskiego pada wiele razy, dla mnie nie jest to tak oczywiste porównanie. Znakiem rozpoznawczym komiksów tego pana jest rysunek ze szczególnym naciskiem na przyrodę (w pewnym momencie plansze zaczynają dominować nad tekstem) oraz abstrakcyjny, urzekający scenariusz. Ten drugi u Śledzia nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot wstęp/zapowiedź komiksu przygodowego, z tego tomu niewiele wynika (boję się, że to zbyt ostre słowa).
Grafika urzeka kolorem (nie używać słów typu „urzeka” ). Takie Piraci z Karaibów zmiksowane z mangą, no w sumie to od czytelnika zależy co tam wypatrzy, czym się bawił w dzieciństwie, etc. Całkiem możliwe, że pingwinia seria pozwoli wykreować Michałowi fajne uniwersum do którego będzie nawiązywać nowe pokolenie komiksiarzy (bez przesady).  
Na koniec podsumowanie. Ładnym językiem jeszcze raz pochwalić Śledzia i jego najnowsze dokonania. Pogratulować odwagi, że nie odcina kuponów, nie ogląda się na oczekiwania czytelników, którym marzą się kolejne Swobody. Jednocześnie przywołać do porządku, kiedy wreszcie się ukaże NSS3 (no bo wszyscy mu o tym przypominają). 
Podsumowanie podsumowania: ocenić komiks wysoko, ale zaznaczyć, że jest to jednak nota na kredyt, bo kto wie co drugi tom przyniesie, jeżeli oczywiście ukaże się w jakimś sensownym terminie. Może napisać tak, że skoro Śledziu chce iść tą drogą, nie ma sprawy, byleby robił to dobrze.

przeredagować.

-
-
-


czwartek, 13 czerwca 2013

MACZUŻNIK




...to takie paskudztwo. Pasożyt, kilka skąpych informacji z wiki wystarczy, żeby to cholerstwo wystarczająco znienawidzić (przypis redakcji).
Maczużnik to również komiks Daniela Gutowskiego (rys.) i Michała Rzecznika (scen). Opublikowany nakładem Centrali. Pięknie wydany, z dodatkami, zawierający ponurą treść adekwatną do tytułu.
Album narysowany przez Daniela Gutowskiego do scenariusza Michała Rzecznika (obydwaj tworzący pod banderą MASZINA) to komiks, który ma szansę awansować do miana „komiksu roku”, albo zostać odstawiony na półkę do spółki z takimi potworkami jak Aksamitna Rękawica Daniela Clowesa, po które sięgamy, kiedy nas najdzie chandra.

A rzecz ma się tak.
Wesele. Wieś. Panna młoda poślubia kawalera z miasta. Miły chłopak, który uwielbia przyrodę (botanik? entomolog?) pragnie zaraz po ślubie zamieszkać ze swoją żoną i teściową w mieście. Życie na wsi, w starym domu nie jest tym o czym marzy. I na tym właściwie sprawa się zamyka. Akcja przenosi nas kilka lat później i czytelnik może zaobserwować efekty owej wyprowadzki. Michał Rzecznik konstruuje scenariusz, którego motywem przewodnim są relacje w rodzinie. Każdy widzi drugiego inaczej, każdy widzi to co chce zobaczyć. I najczęściej są to te pejoratywne cechy. W pewnym momencie pojawia się narracja subiektywna każdego z bohaterów Maczużnika, którą Daniel konsekwentnie dawkuje. Jeśli wierzyć Wikipedii Maczużnik przeobraża się, kiedy znajdzie się w pobliżu żywiciela. Przy czym trudno określić, do którego z bohaterów to określenie bardziej pasuje.



Niby nic wielkiego, ale sposób w jaki Daniel Gutowski podszedł do zadania jest oszałamiający. Postacie stają się groteskowe, brzydota zaczyna dominować w obrazie, tylko, że gdzieś tutaj zapomniano, aby chwileczkę zwolnić tempo. Odsapnąć. Autorzy pomijają aspekt przyczynowy, zamiast tego kładą nacisk na objawy. Jeżeli założymy, że twórcy kierowali się schematem owego paskudztwa to laitmotiv historii spełnia swoje założenia jak najbardziej. Okładka zresztą spojleruje sposób podejścia twórców do tematu. Szkoda tylko, że czytelnik zbyt szybko dostaje pałką w łeb. Efekt zamierzony? w porządku, ale może zirytować odbiorcę przyzwyczajonego do klasycznej formy dramatu.


Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że Maczużnik nie zostanie należycie doceniony w komiksowie. Album ten odstaje od nurtu, którym komiksowo zdaje się podążać. (celowo pomijam przykłady). Nie da się ukryć, że pomimo mało przystępnej formy komiks jest pozycją obowiązkową. Dodam jeszcze od siebie, że brakowało mi "odwagi" w twórczości naszych rodzimych komiksiarzy. Dominuje ostrożność, przystępna tematyka, a przecież język komiksu co jest oczywistością, musi się rozwijać. ZWŁASZCZA na naszym rynku.
Album Daniela i Michała może popchnąć kamyczek tylko w dobrym kierunku.

Wyczyny grupy MASZIN możemy śledzić na Facebooku albo odwiedzając blog Mikołaja Tkacza. Każdy kto chociaż raz obejrzał dorobek maszinowców wie z czym to się je. Centrala, która odważyła się wypuścić serię Kolekcja Maszina (m.in.Przygody Nikogo, Nieznany Geniusz, Generator 1000) również Maczużnika opatrzyła taką etykietą. Problem z tym komiksem jest taki, że to określenie nie do końca tutaj pasuje. Edytorsko dopieszczona publikacja, papier oraz grafiki, którymi Daniel ogarnął scenariusz stawia Maczużnika bliżej autorskiej, eksperymentalno-niezależnej produkcji. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że komiks ukazał się zbyt późno, kiedy środowisko komiksowe postanowiło odsapnąć od artyzmu dlatego trochę nie dziwi mnie cisza jaka panuje wokół tego albumu.

Maczużnik 
scen. Michał Rzecznik 
rys. Daniel Gutowski
format: 210 x 297 mm
ilość stron: 72
wnętrze: kolorowe + dodatki
cena okładkowa: 39,90 zł
ISBN: 978-83-63892-12-8

wtorek, 11 czerwca 2013

JAN HARDY w ogólnym zarysie



…bo inaczej trudno jest cokolwiek napisać o tej publikacji. Jan Hardy jest komiksem…bezpiecznym. To punkt wyjściowy do dalszych części, niewiele tam się dzieje, postacie pojawiają się, mówią kilka kwestii, po czym wątek się urywa i rozpoczyna nowy. Jan Hardy jest tu tylko jednym z wielu bohaterów, możemy domyślać się, że supergrupa ROTA będzie musiała mieć swojego villaina i takowy się przez chwilę pojawia, no ale…

Trudno jest mi pisać o potencjale tej serii, bo to co Kuba nam zaserwował nie zapowiada komiksowo wypasionego uniwersum. No chyba, że Jakub trzyma coś w zanadrzu. Życzyłbym sobie więcej pulpy, intrygi oraz lepszego cliffhangera. Przy komiksach tego typu to oczywista oczywistość.
A z Janem Hardym jest trochę tak, że owszem, komiks ujrzał światło dzienne, ale czy to czyni go wydarzeniem? Pomijając poglądy Kijuca to Jan Hardy jak na razie niewiele wnosi. I tak jak napisałem na początku, Jan Hardy to bezpieczne komiksiątko, które można kupić lub nie, przeczytać, postawić na półce albo pożyczyć koledze. Co więcej, mam wrażenie, że Kuba nie ma dalszych części, tylko szkice. Ogólny zarys fabuły i tyle. Bo gdyby ja uruchamiał taką akcję to bym uraczył czytelnika większą ilością stronic, bardziej zagęszczoną fabułą i dopiero potem zwolniłbym tempo.
Cena za Jana jest okej, edytorsko też, ale zabrakło rozmachu, zabrakło tego CZEGOŚ. Jeżeli Kuba myśli poważnie o ciągnięciu tej serii w wersji papierowej to musi stety/niestety więcej się przyłożyć.

Tak jak w temacie, zero konkretów, zaledwie kilka kresek piórem.

poniedziałek, 27 maja 2013

KUBA - ŻOŁNIERZ NIEZŁOMNY



Chcąc nie chcąc Jakub Kijuc stał się postacią budzącą wiele kontrowersji. Niejedno wiadro pomyj wylano na jego głowę.  Mówimy oczywiście o serii Konstrukt, której temat na szczęście zdążył już nieco przycichnąć. Kuba do samego końca bronił idei.Dumnie ogłaszał przesunięcie premiery kolejnego zeszytu, uraczając wyczekujących cukierkami z rękawa.  Środowisko komiksowe mu tego nie wybaczyło, ale pozwoliło, aby sprawa wypaliła się sama. Ostatnim gwoździem do trumny była rozmowa Maćka Pałki z Bartkiem Biedrzyckim (niepotrzebna moim zdaniem) miażdżąca ideę Kuby i rzecz właściwie zdechła. 



Kuba Kijuc swoimi wypowiedziami przypominał mi Dyzia Marzyciela. Otóż to, nie twórcę, nie wizjonera, nie kreatora, a bujającego w obłokach młodziana. Próbując zarazić nas swoim entuzjazmem nie zauważył, że pogrąża się coraz bardziej. To wyglądało tak, jakby Kuba ogłaszał nowy koncept swojego uniwersum zaraz po tym gdy mu ten przyszedł do głowy. Zamiast wydrukować na próbę 1000/500 egzemplarzy, ten od razu poszedł na głęboką wodę. Zeszytowa forma, brudny papier oraz ta wytarta okładka moim zdaniem raczej odstraszały. (Czyżby Kubie nie przyszło do głowy, że w empiku wyglądało to raczej jak używka wymiętolona przez stadko dzieciaków z ochronki?) No ale w sumie wszyscy o tym wiemy, nie zamierzam tego linkować, nie ma potrzeby.


No i któregoś pięknego poranka oczom naszym pojawiła się ta piącha miażdżąca czerwoną gwiazdę, nowy profil na fejsie JAH HARDY-KOMIKS PATRIOTYCZNY i się zaczęło.
Kuba uderzył do ONRu, młodzieży wszechpolskiej czy czego tam jeszcze, każdego posta rozpoczyna od wołacza (?) CZOŁEM!!! Ale widać progres.
Po pierwsze nie ma mowy o serii kilkudziesięcio zeszytowej. Przedsprzedaż czyli najbezpieczniejsza forma publikacji  to też plus, ale są też  minusy. Target to raz, nagły wyegzaltowany zwrot ku ojczyźnie to dwa, i po trzecie- znowu mało o samym komiksie, mało promo plansz. Oby seria nie skończyła się jednym zeszycie.
Kuba przeistaczając się w patriotę przestał być wiarygodny. Niestety, w dzisiejszych czasach, kiedy cel uświęca środki, taka postawa budzi co najmniej nieufność. Czyżby była to część kampanii? Czy bez Jana Hardego  Jakub Kijuc również kochałby tak mocno nasz kraj? Kogo tak naprawdę promuje komiks patriotyczny Kuby. Medium, ojczyznę czy Kijuca. Temat żołnierzy wyklętych jest ostatnio bardzo modny, zaś rewizjonistów niestety nie brakuje. Także takich, którym zależy bardziej na gotówce niż idei, zatem pojawia się pytanie:
Czy Kuba nie mógłby po prostu narysować tego komiksu?
Oby to nie była powtórka serii Konstrukt. Nie jeden raz zastanawiałem się, czy to nie jest tak, że twórca Czarnej Materii jest uzależniony od przebywania w centrum uwagi.  A może chodzi o zwykle gadulstwo? Twórca Konstruktu lubi mówić o swojej sztuce, o tym co zrobi, o tym co zrobi jak już tamto zrobi, itd. Promowanie własnej twórczości jest OK,  ale jakoś to musi współgrać z postępem jej tworzenia. Kuba robi dokładnie na odwrót. Jedynym plus wydaje się fakt, że młodzież wszechpolska zacznie czytać komiksy (choćby tylko Jana Hardego), jednak strach pomyśleć co się stanie, kiedy to całe towarzystwo przyjedzie kiedyś na MFK;)
Kuba to postać tragiczna. Niejednoznaczna, utalentowana, ma coś z narcyza. Może nawet uważa się za męczennika komiksowego środowiska. Tak czy siak było mi przykro, że Konstrukt nie wyszedł. Całe zamieszanie wokół tazosów, gier…to był kawałek cholernie dobrej opowieści gazetowej. I to chyba jedyny plus tej historii - śledzenie dogorywającego projektu Jakuba Kijuca.
Nie będę ukrywać, zamówiłem Jana Hardego w przedsprzedaży. Mam nadzieję, że komiks się ukaże. Mam nadzieję, że będzie przynajmniej niezły, że jego ideologiczna warstwa nie przysłoni treści. Chcę nacieszyć oczy warsztatem Kijuca i wierzę, że w Janie da z siebie wszystko. Apeluję do komiksowa, aby Kijuca nie skreślali. Jest to postać, która wybrała sobie dziwny sposób autopromocji i trudno. Żyjmy z tym, komentujmy ale powtarzam, nie skreślajmy.

wtorek, 21 maja 2013

A jak działa jamniczek czyli zakurzona kieszonka kryminalna


Czarna, kartonowa okładka. Kieszonkowy format i to słynne logo w lewym, górnym rogu. Do tego mroczna grafika z fragmentem tekstu*. Wydawnictwo Czytelnik, odpowiedzialne m.in. za wydawanie czasopisma Przekrój wypuszczało w świat serię tanich książek z Jamnikiem jako logo. Ów parówkowy stwór przez wiele lat zatruwał wolny czas obywateli PRLu rasowym kryminałem z kraju i ze świata. Uściślijmy-Lubelski Czytelnik nie był jedyny. Bez problemu można wymienić inne oficyny działające „w branży” (choćby KAW, ISKRY) ale dla mnie numerem jeden na zawsze pozostanie Czytelnik.


Ilekroć jestem w  bibliotece, odruchowo wyciągam z regału książkę z charakterystyczną okładką.  Co sprawiło, że seria z Jamnikiem utrwaliła się w naszej świadomości? Złowieszcza grafika? A przecież przeciętnych tytułów tam nie brakuje. Po Allegro krążą te starocie, sprzedawane po złotówce, kupującymi są zapewne amatorzy starego, „dobrego” kryminału albo zboczeńcy zakochani w PRLu. Nasi rodacy popełniali kryminały starając się uchwycić esencję gatunku, przeszczepiając jednocześnie „peereloski realizm magiczny”. No i naprawdę się starali stworzyć  intrygę na miarę swoich kryminalnych ojców. Gdzieś tam czytałem, że istniał wtedy konkretny popyt na ten towar. Społeczeństwo masowo zaczytywało się w kryminałach, tylko szkoda, że ilość ofert Czytelnika niekoniecznie szła w parze z jakością. Wiele czarnych jamników to zwykłe chałtury. Ciekawym zabiegiem jest na przykład zestawianie w jednej serii utworów Chandlera z Barakudą Janiny Sekuły, której bliżej jest raczej do utworów Kasi Grocholi. Mamy tam fajną serię Georgesa Simeona z detektywem Maigret, mamy tytuły Jerzego Edigeya piszącego tak nierówno, że bardziej nie można. Rży w tej stajni także Chmielewska, Joe Alex, nawet Agata Christie, ale są też i takie typy, o których ani oczy ani uszy nie słyszały.
To kolejny powód mojej sympatii do tej serii. Po pierwsze, widać na przykładzie tego jak krajanie radzili sobie z tą formą. Jak ją rozumieli i które elementy próbowali na nasz grunt przemycić i po drugie, dzisiaj, kiedy polowanie na relikty PRLu jest wysoce trendy** może to właśnie dzięki Jamnikowi uda się ocalić od zapomnienia dorobek nikomu nic nie mówiących nazwisk, których twórczość onego czasu chłonęła cała Polska.  
Nawiasem mówiąc, czy logo WAB będzie tak przyciągało uwagę za te kilkadziesiąt lat?

*tak naprawdę parówkowy miał też kolorowe kryminalne grafiki, które z oczywistych względów nie rzucają się tak w oczy
**dla tych co chcą być trendi polecam te stronkę

niedziela, 12 maja 2013

Piracenie czyli teoria, praktyka i masa bla bla bla

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie dyskusja sprowokowana przez Kubę Oleksaka na Kolorowych Zeszytach. Dominowały dwie tezy. Krótko, w kilku słowach, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedzi obydwu stron. 


Zatem tak. Kultura jako zjawisko, dobro ogólne, które nie podlega definicji produktu, które jest wartością samą w sobie i stanowi istotny element rozwoju społeczeństwa. Nie ma ceny, każdy ma do niej prawo. Każdy powinien z niej korzystać, każdemu się należy.

Użytkownik podpisujący się nickiem Mistrz Zagłady zaatakował oponenta, zarzucając mu (niebezpośrednio kradzież własności intelektualnej. Mistrz zagłady posłużył się argumentami najczęściej używanymi w tego rodzaju dyskusjach. Oczywiście, chyba nikt nie ma wątpliwości, że pobieranie komiksu w formie pliku pliku musi wpływać na dochody komiksiarza autora, ale nie w tym rzecz. Broniący tej tezy uważają, że z powodu kradzieży MOGĄ upaść wydawnictwa (w Polsce), rynek się załamie, zaś nagminność tego procederu destabilizuje wpływy ze sprzedaży kosztem oczywiście twórców.
Używając górnolotnych haseł-piracenie zniszczy w Polsce komiks.

Postaram się odnieść do tych wypowiedzi.
KRW uważa, że do kultury dostęp powinien mieć każdy. Mam wrażenie, że Krzysztof zbyt szeroko rozumie pojęcie DOSTĘP. Nie wiem na ile kultura musi być obecna w życiu Kowalskiego, ale przecież muzea, księgarnie, kina  no i komiksowe sklepy…praktycznie każdy rodzaj sztuki jest dostępny.  Dla Krzysztofa DOSTĘP równy jest POSIADANIU. W przypadku malarstwa tego problemu nie ma. Obrazem się zachwycasz, niekoniecznie musisz go mieć na ścianie. Banalny przykład, ale modyfikuje nieco pojęcie DOSTĘP DO KULTURY. Jest to jak najbardziej względne pojęcie. Tutaj od siebie dołożę kwestię, że komiksiarz to kolekcjoner. Po Facebooku krąży setka zdjęć półek wypełnionych komiksami, niczym trofea i nie powiem, robią one wrażenie. Komiksiarz to też nałogowiec, które bierze udział w wyścigu, aby zgromadzić jak największa ilość albumów, ciągle mu mało i zewsząd obwieszcza, że oto potrzebna jest nowa szafka z IKEI. Wysoka cena jest tylko stymulantem, Gildia, Allegro oraz konwenty to filary, które cementują środowisko, jednocześnie zaopatrując komiksiarzy w towar. Pobieranie skanów z sieci daje wgląd w zawartość, ale nikt w dyskusji nie wspomniał, że edytorska strona komiksu bardzo często stanowi wartość samą w sobie. Jaki skan zastąpi Black Dossier Moore’a albo Lost girls, które wygląda o niebo lepiej w timofowym etui niż na twardym dysku. Po prostu czasem trzeba pogodzić się z tym faktem, że skany to tylko półśrodek.

Mistrz zagłady patrzy na to z perspektywy twórcy-ekonoma. Tworzenie dzieła-->druk-->sprzedaż-->zarobek. W sumie ten sposób rozumowania jest jak najbardziej w porządku. Szkoda tylko że wyniku tego rozumowania z dóbr kultury może korzystać tylko zamożniejsza część społeczeństwa. No bo jak i za co zwiedzić te wszystkie muzea,  filharmonie, za co kupować  setki książek, które co miesiąc ukazują się w księgarniach, no i te cholerne komiksy, które mają twarde oprawy i konkretne ceny. Mistrz Zagłady nie zwrócił uwagi na to, że w ten sposób jego twórczość (czego mu naturalnie nie życzę) może zostać zmarginalizowana. Kupujący z powodu ograniczonego funduszu będzie musiał wybierać towar i zapewne skończy się to na klasykach, pozycjach, które ABSOLUTNIE trzeba mieć. Zatem dopóki twórczość Mistrza nie osiągnie najwyższego poziomu, dopóty jego zarobek nie będzie przekraczać pewnego poziomu. Prawo rynku, wygrywa najsilniejszy.
Mistrz Zagłady nie wspomniał o jeszcze jednej oczywistości.
Tworzenie komiksów nie musi stanowić głównego źródła zarobku, raczej jest to pasja. Śledziu i jego zleceniada, Trust, Maciej Pałka i pracownia komiksu oraz cała masa komiksiarzy, którzy żyją ze zleceń, którzy krótko mówiąc jakoś sobie radzą i nie tracą czasu na wieszaniu sów na piratach. Chciałbym, żeby polski grafik zarabiał wystarczająco, aby móc po nocach tworzyć swoje arcydzieła.  Chciałbym także, żeby miał odwagę powiedzieć sobie, że skoro na jego sztukę i umiejętności nie ma popytu to niestety trzeba wybrać coś innego.

Pozwolę sobie teraz na konkluzję, zbliżoną do wypowiedzi Maćka Pałki. Mianowicie skanowanie komiksów (ale także książek, download filmów i muzyki) to syndrom-efekt uboczny naszych czasów. Nie sposób tego zatrzymać, chyba żeby unicestwić wszystkie skanery świata albo lepiej-cały internet. I w tym leży problem. Mistrz i jemu podobni szukają winnych nie tam gdzie trzeba. Posiłkując się moralnością typu : kradzież jabłka jest tym samym co kradzież plazmy” powoli tracą wiarygodność. Jeszcze niechcący uderzą w skrajny idealizm (czyżby groziła nam komiksowa Metllica?) A dlaczego nie uderzyć rządu RP? Żeby te pensje były większe, żeby była robota i wypłata? Bo to słowa rzucane na wiatr. Można w nieskończoność obwiniać pobieraczy plików, którzy w nieskończoność będą się tłumaczyć, że nie mają na te wszystkie knigi kasy. Tylko, że najczęściej dostają po mordzie ci, którzy i tak kupują komiksy, tylko nie wszystkie. Z wiadomych przyczyn.

Ponieważ niewielu wierzy, że polityka kraju Mieszka I go w najbliższej przyszłości się poprawi, życzę sobie, aby społeczeństwo wyłoniło grupę ludzi, którzy przynajmniej od strony prawnej ostatecznie rozwiążą ten problem, tak aby przynajmniej jedna ze stron była zadowolona. Skoro to ma być zbrodnia, to widocznie musi tak być i pojawią się konsekwencje. Jeżeli nie, niechaj oponenci zamilkną na wieki.
Jak powszechnie wiadomo, wszystkim dogodzić nie sposób.



EDIT: nie poruszyłem kwestii bibliotek (które nie posiadają komiksów w swoich zbiorach), nie odniosłem się do wypowiedzi Tadeusza Baranowskiego na FB, oraz możliwości pobierania plików za niewielkie pieniądze. Nie odniosłem się i już.